Tak na sam początek -> fizyka zdana~! Dostałam piątkę.
Tym miłym akcentem zakończyłam cały męczący tydzień szkoły. Oczywiście zapomniałam, że w piątek miałam pisać sprawdzian z historii, nie wiem jak to teraz rozegram. No cóż coś się wymyśli.
Wczoraj byłam na imprezie, to co się tam działo pozostanie owiane słodką tajemnicą.
A teraz coś z kącika artystycznego.
niedziela, 17 maja 2015
środa, 13 maja 2015
Fizyko, proszę Cię.
Fizyko, tak bardzo Cie przepraszam. Ile bym nie spędziła czasu nad książkami, ile czasu nie zmarnowała nauczycielowi na przerwach i lekcjach, nie potrafię Cię zrozumieć.
Ale to nie tak, że Cię nienawidzę, kocham Cie, ale nie umiem zrozumieć.
(Najszczersze przeprosiny dla nauczyciela)
Fizyka = miłość do kobiety.
Halo halo! Witam bardzo serdecznie na mym cudownym blogu! *oklaski*
Jak można się domyślić jestem po nieudanej próbie (setnej z kolei) nauki cudownego przedmiotu - fizyki.
Okej, okej, odłóżmy (nie)przyjemności na później! Zacznijmy cotygodniowy przegląd "prasy" zwanej moim codziennym życiem.
Od czego by tu zacząć... O, wiem!
W poniedziałek w końcu wróciłam do szkoły, po bardzo długiej nieobecności. Od razu zostałam zalana falą informacji i planowanych sprawdzianów, matulu kochana.. Oczywiście wzięłam się ostro do roboty, bo jakżeby inaczej.
W międzyczasie kupiłam sobie mangę: Kamisama Hajimemashita -> chyba tak to się pisze.
Pokochałam anime, więc postanowiłam kupić mangę, bo czemu nie. Niestety do dalszego kupowania komiksu zniechęciła mnie kreska, która jest nieco gorsza niż w anime, ale to jest kwestia przyzwyczajenia.
Łeeeeee w sobotę lecę na imprezę! *Nieważne info*
Kto bawi się w pisanie scenariusza dramatycznego? Tak, ja. Mam pomysł, ale zero chęci, a do dwudziestego muszę wysłać wszystko gotowe i dopięte na ostatni guzik, łojezu.
A na koniec #potwierdzoneinfo - Robię cosplay Mavis!
Peruczka już upatrzona, teraz tylko zbieram kase i lecę z pełnej rury!
Ale to nie tak, że Cię nienawidzę, kocham Cie, ale nie umiem zrozumieć.
(Najszczersze przeprosiny dla nauczyciela)
Fizyka = miłość do kobiety.
Halo halo! Witam bardzo serdecznie na mym cudownym blogu! *oklaski*
Jak można się domyślić jestem po nieudanej próbie (setnej z kolei) nauki cudownego przedmiotu - fizyki.
Okej, okej, odłóżmy (nie)przyjemności na później! Zacznijmy cotygodniowy przegląd "prasy" zwanej moim codziennym życiem.
Od czego by tu zacząć... O, wiem!
W międzyczasie kupiłam sobie mangę: Kamisama Hajimemashita -> chyba tak to się pisze.
Pokochałam anime, więc postanowiłam kupić mangę, bo czemu nie. Niestety do dalszego kupowania komiksu zniechęciła mnie kreska, która jest nieco gorsza niż w anime, ale to jest kwestia przyzwyczajenia.
Łeeeeee w sobotę lecę na imprezę! *Nieważne info*
Kto bawi się w pisanie scenariusza dramatycznego? Tak, ja. Mam pomysł, ale zero chęci, a do dwudziestego muszę wysłać wszystko gotowe i dopięte na ostatni guzik, łojezu.
A na koniec #potwierdzoneinfo - Robię cosplay Mavis!
| Cudowna założycielka Fairy Tail |
A teraz wracam na randkę z fizyką! To jeszcze nie koniec, ja się nie poddaję!
Do następnego!
wtorek, 5 maja 2015
O niczym, a może o czymś. Czyli sesja, peruka i pewien plan.
Hejka Misie Kolorowe.
Dzisiejszy post poświęcony jest niczemu konkretnemu.
Niestety wciąż choruję, teraz do tego wszystkiego doszedł antybiotyk i tabun innych leków, co mnie dobija. Nienawidzę faszerowania się pastylkami i innymi tego typu "shitami". Ale są pewne plusy - omijają mnie sprawdziany, na które nie miałam czasu się pouczyć. Tak, tak rozleniwiłam się totalnie.
Mikoś kończy dzisiaj swój trzeci miesiąc życia! Jupi. A jutro pierwszy raz zostaje z opiekunką, zobaczymy jak to wyjdzie. Btw przyszły fotki z sesji zdjęciowej, więc pozwolę sobie wstawić tutaj kilka. (Są cudowne, maluszek jest cudowny - oczywiście ma to po mnie)
Dzisiejszy post poświęcony jest niczemu konkretnemu.
Niestety wciąż choruję, teraz do tego wszystkiego doszedł antybiotyk i tabun innych leków, co mnie dobija. Nienawidzę faszerowania się pastylkami i innymi tego typu "shitami". Ale są pewne plusy - omijają mnie sprawdziany, na które nie miałam czasu się pouczyć. Tak, tak rozleniwiłam się totalnie.
Mikoś kończy dzisiaj swój trzeci miesiąc życia! Jupi. A jutro pierwszy raz zostaje z opiekunką, zobaczymy jak to wyjdzie. Btw przyszły fotki z sesji zdjęciowej, więc pozwolę sobie wstawić tutaj kilka. (Są cudowne, maluszek jest cudowny - oczywiście ma to po mnie)
Już coraz bliżej wakacje, cudowne uczucia. No może oprócz tego, że muszę wyciągnąć się z fizyki na co najmniej czwórkę, bo będzie ze mną kiepsko. Oby nauczyciel nie stawiał oporów.
Co do wakacji. Zaplanowany mam już jeden wyjazd rodzinny (plus sąsiedzi) - nad morze. Podoba mi się, jestem za.
Myślę nad pojechaniem na kilka konwentów, gdzie będę cosplayować Levy, ale w nieco lepszym wydaniu. W końcu uczymy się na błędach! Do tego dojdzie uroczy strój lolity w różowym wigu, ale o tym napisze dokładniej kiedy indziej.
W tym roku na 100% pojadę na przynajmniej jeden z koncertów, które odbywają się praktycznie co weekend.
No to tyle jeżeli chodzi o plany.
Wiosna! Ach wiosno, ukochana poro moja. Tyś jest niczym... Tsa, to by było na tyle.
Kocham i ubóstwiam! W końcu jest na tyle ciepło, żeby chodzić w spódnicach, sukienkach i krótkich spodenkach, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak ogromną radością teraz emanuję.
| Kwiaty w moim ogrodzie zachwycają każdego roku na nowo |
Powoli zbliżamy się ku kresu.
Pochwale się, że kupiłam dzisiaj niebieski eyeliner, od razu postanowiłam go skomponować z peruczką. Pomyślałam, że może, kiedy będzie zapowiadało się na piękną pogodę, a ja zaproszę moją ukochaną psiapsiółkę/fotografa, zrobię pewnego rodzaju stylizację i sfotografuję ją w kilku urokliwych miejscach, ale to jest jeszcze planem, który muszę wcielić w życie.
Tym miłym aspektem kończę tę bezsensowną notkę i żegnam się z państwem.
Do następnego~
środa, 29 kwietnia 2015
Pozytywnie, pyrkonowo i na luzie!
Jak po tytule można się spodziewać, pojechałam na ten mój wymarzony PYRKON.
Było znośnie, nic ciekawego, trochę strata czasu i pieniędzy... Żartuje! Było zupełnie odwrotnie.
Może nie idealnie, bo jest trochę kwestii do poprawy, ale to już w interesie organizatorów, jeżeli chodzi o klimat i ludzi, to było cudownie.
Nie spotkałam się tam z chamstwem, prostactwem lub chociażby opryskliwymi ludźmi jak na PGA. Każdy z kim rozmawiałam, a było bardzo dużo tych osób, był przyjazny, miły, uprzejmy i praktycznie zawsze uśmiechnięty.
Tak, tak już mówię jak to wyszło z moim cosplayem... Wyglądałam wręcz fatalnie, jeżeli chodzi o twarz, bo zapomniałam się pomalować, a przez ciemną perukę znikały mi oczy (jakkolwiek to nie brzmi), oprócz tego, cosplay się udał i był kilka razy chwalony, więc jestem zadowolona.
Sama widziałam wiele genialnych przebrań! Khal Drogo, Khaleesi, postacie z lola, Iron Man, dwa Jezusy (!) jeden czarny, drugi biały (mieli krzyże XD)
I wiele, wiele więcej.
Ekipa z Fairy Tail? Cudowna, tak samo pozytywnie nakręcona, jak bohaterowie, których cosplayowali!
Oczywiście zasiadłam na Żelaznym Tronie (na zdjęciu wyglądam jak Arya Stark, więc go nie pokażę). Hala noclegowa powalała swoją wielkością, chociaż i tak podobno zabrakło miejsca,d la niektórych osób.
Jedyne czego żałuję, to to, że nie zostałam tam dłużej, mój największy błąd, który poprawię za rok!
Było znośnie, nic ciekawego, trochę strata czasu i pieniędzy... Żartuje! Było zupełnie odwrotnie.
Może nie idealnie, bo jest trochę kwestii do poprawy, ale to już w interesie organizatorów, jeżeli chodzi o klimat i ludzi, to było cudownie.
Nie spotkałam się tam z chamstwem, prostactwem lub chociażby opryskliwymi ludźmi jak na PGA. Każdy z kim rozmawiałam, a było bardzo dużo tych osób, był przyjazny, miły, uprzejmy i praktycznie zawsze uśmiechnięty.
Tak, tak już mówię jak to wyszło z moim cosplayem... Wyglądałam wręcz fatalnie, jeżeli chodzi o twarz, bo zapomniałam się pomalować, a przez ciemną perukę znikały mi oczy (jakkolwiek to nie brzmi), oprócz tego, cosplay się udał i był kilka razy chwalony, więc jestem zadowolona.
Sama widziałam wiele genialnych przebrań! Khal Drogo, Khaleesi, postacie z lola, Iron Man, dwa Jezusy (!) jeden czarny, drugi biały (mieli krzyże XD)
I wiele, wiele więcej.
Ekipa z Fairy Tail? Cudowna, tak samo pozytywnie nakręcona, jak bohaterowie, których cosplayowali!
Oczywiście zasiadłam na Żelaznym Tronie (na zdjęciu wyglądam jak Arya Stark, więc go nie pokażę). Hala noclegowa powalała swoją wielkością, chociaż i tak podobno zabrakło miejsca,d la niektórych osób.
Jedyne czego żałuję, to to, że nie zostałam tam dłużej, mój największy błąd, który poprawię za rok!
Do usłyszenia!!
*tutaj wklejam kilka fotek*
piątek, 3 kwietnia 2015
Czy antyterrorysta może zostać fryzjerem? Niby Recenzja.
Mam nadzieję, że chociaż połowie z Was, czytając tytuł, pojawił się w głowie obraz Zohana - głównego bohatera kosmicznie absurdalnej komedii - "Nie zadzieraj z fryzjerem"
Najlepszy izraelski terrorysta, którego nie wolno lekceważyć, jednym kopnięciem potrafi przebić się przez betonową ścianę, lub w ciągu pięciu sekund rozebrać karabin maszynowy. Busz jego włosów łonowych zachęcał niejedną panienkę do "sekszenia się" z nim. Brzmi nieprawdopodobnie, nie?
Największym marzeniem naszego ulubionego Izraelczyka jest sprawienie, żeby włosy były jedwabiste, ale jak ma to osiągnąć kiedy, dosłownie każdy, z jego otoczenia oczekuje, że Zohan zakończy tę wieczną wojnę z Palestyńczykami.
Jest na to prosty sposób - ucieknięcie do Ameryki. Tutaj zaczyna się prawdziwy ubaw.
Jak najbardziej znana osoba w kraju, może tak po prostu sobie uciec?
I tu na scenę wkracza John Apatow - palestyński superterrorysta, z nasuniętą na czoło bandaną i rządzą zabicia Zohana.
Grając w ping ponga granatem, zaraz po wychwalaniu się, że obaj panowie nie czuję bólu, Zohan upozorował własną śmierć i wyemigrował wprost do nowego i obiecującego życia w Ameryce.
"-Nie czuję bólu.
-Nie nie nie nie nie, to JA nie czuję bólu!
-Nie nie nie nie nie, JA nie czuję bólu!"
Najlepszy izraelski terrorysta, którego nie wolno lekceważyć, jednym kopnięciem potrafi przebić się przez betonową ścianę, lub w ciągu pięciu sekund rozebrać karabin maszynowy. Busz jego włosów łonowych zachęcał niejedną panienkę do "sekszenia się" z nim. Brzmi nieprawdopodobnie, nie?
Największym marzeniem naszego ulubionego Izraelczyka jest sprawienie, żeby włosy były jedwabiste, ale jak ma to osiągnąć kiedy, dosłownie każdy, z jego otoczenia oczekuje, że Zohan zakończy tę wieczną wojnę z Palestyńczykami.
Jest na to prosty sposób - ucieknięcie do Ameryki. Tutaj zaczyna się prawdziwy ubaw.
Jak najbardziej znana osoba w kraju, może tak po prostu sobie uciec?
I tu na scenę wkracza John Apatow - palestyński superterrorysta, z nasuniętą na czoło bandaną i rządzą zabicia Zohana.
Grając w ping ponga granatem, zaraz po wychwalaniu się, że obaj panowie nie czuję bólu, Zohan upozorował własną śmierć i wyemigrował wprost do nowego i obiecującego życia w Ameryce.
"-Nie czuję bólu.
-Nie nie nie nie nie, to JA nie czuję bólu!
-Nie nie nie nie nie, JA nie czuję bólu!"
Po długich poszukiwaniach pracy, został zatrudniony w małym zakładzie fryzjerskim. Stał się znany z tego, że po strzyżeniu tych wszystkich babuleniek, posuwał je na zapleczu.
Adam Sandler dzięki roli Zohana pokazał, że nie ma na niego mocnych!
Naprawdę polecam ten film, na długie zimowe wieczory, lub gorące letnie dni. Sama dość często go oglądam, nigdy nie znudzi mi się postać Zohana, jak i humor ukazywany w filmie.
A Ty, oglądałeś/aś "Nie zadzieraj z fryzjerem"? Jakie są Twoje wrażenia? Powiedz mi o tym!
czwartek, 2 kwietnia 2015
Wiosna, nocne fotki, nowe plany
Przyznaję się... Zaniedbałam bloga i to totalnie. Czy mam coś na swoje usprawiedliwienie? Niestety nie.
Zaczęła się wiosna - moja ulubiona pora roku, a wraz z nią zawitało do mnie bardzo dużo miłych i godnych zapamiętania chwil.
Mikołaj rośnie jak na drożdżach, staje się coraz fajniejszy. Codziennie rano jestem budzona jego śmiechem lub gaworzeniem - idealnie zaczęte dni.
Pierwszy dzień wiosny był tego roku wyjątkowy. W piątek 20.03 wszyscy uczniowie, wraz z nauczycielami wyszli przed budynek, by wspólnie oglądać zaćmienie słońca, a potem zakopać kapsułę czasu.
Do kapsuły wrzuciłam "Zniszcz ten dziennik" zaadresowany do mnie z przyszłości, wydaje mi się, że to dość oryginalny i dobry pomysł. Oprócz tego napisałam list, w którym poprosiłam młodzież z roku 2065 o odnalezienie mnie, lub mojego grobu.
Potem przyszedł czas na wycieczkę do Torunia. Niby taka tam wycieczka, blisko, nudno i tak dalej... Nic bardziej mylnego. Od dawna tyle się nie śmiałam i dobrze nie bawiłam jak tam. A najlepsze było to, że żaden z moich przyjaciół ze mną nie pojechał. Czas spędzałam głównie z Mateuszem i Maciejem, a od czasu do czasu z Panem K.
Oczywiście jaka by to była wycieczka bez zdjęć, które zamieszczę poniżej.

Co by tu jeszcze...
Miałam plany na wakacje, jednak szybko się ulotniły. Kolonia we Włoszek niestety pomachała mi na pożegnanie i odeszła w zapomnienie. Trudno, znajdę coś nowego, nie możemy się łamać.
W końcu zdecydowałam się co do szkoły. Technik elektronik, to coś dla mnie.
Postanowiłam na jakiś czas zawiesić bloga z opowiadaniami. Niestety brak czasu daje się we znaki. Oczywiście to nie znaczy, że koniec z pisaniem, o nie nie nie. Od czasu do czasu udostępnię tutaj jakąś króciutką historię, lub jej fragment. Obecnie mam kilka pomysłów, czekam tylko na chęci.
Jeżeli chodzi o fotografię - ostatnio próbowałam coś stworzyć nocą. Dopiero uczę się obsługiwać aparat. Muszę poszukać jakiś ciekawych opcji, które pozwolą mi uatrakcyjnić zdjęcia.
Jestem pod wrażeniem. Nie pomyślałabym, że
Robione jakoś po 21, kiedy na dworze panuje mrok, wyjdą tak jasne, oczywiście dla mnie to jest na plus, bo są dość ciekawe.
A te ostatnie promienie słońca padające na chmury dodały zdjęciu "tego czegoś"
Dość samozachwytu.

Pomyślałam też, że mogłabym coś dodać do całokształtu bloga. Będę tutaj zamieszczać amatorskie recenzje książek i filmów. Plus mam jeszcze jeden pomysł, ale nie wiem czy wypali, muszę się jeszcze nad tym porządnie zastanowić.
Zaczęła się wiosna - moja ulubiona pora roku, a wraz z nią zawitało do mnie bardzo dużo miłych i godnych zapamiętania chwil.
Mikołaj rośnie jak na drożdżach, staje się coraz fajniejszy. Codziennie rano jestem budzona jego śmiechem lub gaworzeniem - idealnie zaczęte dni.
Pierwszy dzień wiosny był tego roku wyjątkowy. W piątek 20.03 wszyscy uczniowie, wraz z nauczycielami wyszli przed budynek, by wspólnie oglądać zaćmienie słońca, a potem zakopać kapsułę czasu.
Do kapsuły wrzuciłam "Zniszcz ten dziennik" zaadresowany do mnie z przyszłości, wydaje mi się, że to dość oryginalny i dobry pomysł. Oprócz tego napisałam list, w którym poprosiłam młodzież z roku 2065 o odnalezienie mnie, lub mojego grobu.
Potem przyszedł czas na wycieczkę do Torunia. Niby taka tam wycieczka, blisko, nudno i tak dalej... Nic bardziej mylnego. Od dawna tyle się nie śmiałam i dobrze nie bawiłam jak tam. A najlepsze było to, że żaden z moich przyjaciół ze mną nie pojechał. Czas spędzałam głównie z Mateuszem i Maciejem, a od czasu do czasu z Panem K.
Oczywiście jaka by to była wycieczka bez zdjęć, które zamieszczę poniżej.
Co by tu jeszcze...
Miałam plany na wakacje, jednak szybko się ulotniły. Kolonia we Włoszek niestety pomachała mi na pożegnanie i odeszła w zapomnienie. Trudno, znajdę coś nowego, nie możemy się łamać.
W końcu zdecydowałam się co do szkoły. Technik elektronik, to coś dla mnie.
Postanowiłam na jakiś czas zawiesić bloga z opowiadaniami. Niestety brak czasu daje się we znaki. Oczywiście to nie znaczy, że koniec z pisaniem, o nie nie nie. Od czasu do czasu udostępnię tutaj jakąś króciutką historię, lub jej fragment. Obecnie mam kilka pomysłów, czekam tylko na chęci.
Jeżeli chodzi o fotografię - ostatnio próbowałam coś stworzyć nocą. Dopiero uczę się obsługiwać aparat. Muszę poszukać jakiś ciekawych opcji, które pozwolą mi uatrakcyjnić zdjęcia.
Robione jakoś po 21, kiedy na dworze panuje mrok, wyjdą tak jasne, oczywiście dla mnie to jest na plus, bo są dość ciekawe.
A te ostatnie promienie słońca padające na chmury dodały zdjęciu "tego czegoś"
Dość samozachwytu.
Pomyślałam też, że mogłabym coś dodać do całokształtu bloga. Będę tutaj zamieszczać amatorskie recenzje książek i filmów. Plus mam jeszcze jeden pomysł, ale nie wiem czy wypali, muszę się jeszcze nad tym porządnie zastanowić.
Do następnego~
| Czy wieczory na wsi nie są przepiękne? |
piątek, 27 lutego 2015
Porozmawiajmy o nastolatce.
Zastanawiałam się niedawno o czym by tutaj napisać. Miałam wiele rozmyśleń i tez, które na pierwszy rzut oka wydawały się odpowiednie do opublikowania jak i rozwodzenia się nad nimi. Jednak bo dłuższym zastanowieniu myślałam: "Jeny jakie to jest gimbusiarskie" "Kurde, o czym ja wtedy myślałam?"
Doszła do wniosku, że jestem jeszcze zbyt rozchwiana emocjonalnie na pisanie swoich "mądrości", w końcu jestem nastolatką, której hormony wręcz szaleją.
Chociaż po dłuższym namyślę, stwierdzam, że nie jestem taka jak inne dziewczęta w moim wieku, oczywiście nie myślę, że jestem od nich lepsza ani dojrzalsza. Jednak patrząc na nie zboku, na moje rówieśniczki, koleżanki ze szkoły lub zwykłe znajome, wiem, że nie mogę powiedzieć "Jestem jak każda nastolatka", ponieważ to byłoby kłamstwem.
Powodów jest mnóstwo. Zaczynając od samego faktu, że nie potrafię się malować i kończąc na tym, że poznaję uroki macierzyństwa (całe szczęście matką nie jestem, ale widzę jak to wygląda, mając niemowlę przy sobie 24/7) Wiem też jakie problemy mają moje koleżanki, o których ja nawet nie myślę.
Ale łączy mnie z resztą jedno - rozchwianie emocjonalne. Szczerze zazdroszczę chłopcom w moim wieku, ponieważ oni tego jakimś sposobem uniknęli. Skąd to wiem? Z obserwacji.
Bycie nastolatką jest naprawdę ciężkie (ha, no co ty mówisz, Julka, przecież nastolatka nie musi się niczym przejmować oprócz chłopców i nauki, proszę cie) --> Tak pewnie pomyślało wiele osób, w tym również Ty.
Jednak, przynajmniej jeżeli chodzi o mnie, taka nastolatka przeżywa bardzo dużo stresów i załamań. Teraz mam egzaminy (tak, tak znowu o nich). Nauczyciele i rodzice wywołują ogromną presję na mnie i moich rówieśnikach: "To będzie naprawdę trudne, musicie robić próbne" "Jeżeli nie pójdzie ci dobrze to nie pojedziesz gdzieśtam". Może w przyszłości będę się z tego śmiać, może starsze osoby myślą teraz "Co ona w ogóle pisze, przecież to żadna presja..". Niestety dla mnie tak. To będzie mój pierwszy tak ważny test, od niego praktycznie zależy to jak spędzę resztę swojego życia jako młoda, edukująca się osoba. Czy w szkole, którą sama sobie wybrałam i bardzo chcę do niej iść, czy może w jakimś pierwszym lepszym liceum, do którego będę chodzić z niechęcią. To wszystko ma ogromne znaczenie.
Siedzę na lekcjach "Egzamin..", rozmawiam z kimś z rodziną "Egzamin..", wszystkie moje myśli krążą wokół tego cholernego testu. Moja codzienność również się wokół tego obraca.
Do tego wybieranie sobie zawodu w tak młodym wieku. Każą mi wybrać swoją przyszłość. Może to wyolbrzymiam, może przesadzam i tak pewnie jest, jednak teraz tak własnie się czuję.
Niedawno śmiałam się z osób, które się okaleczają. Potem jednak zaczęłam nad tym myśleć głębiej. To jest bardzo poważny problem, ponieważ wiem jakie to uczucie kiedy czuje się bardzo źle w środku i nic nie można na to poradzić. Wiem również jak działa na to ból fizyczny (broń Boże, nie cięłam się). Z nerwów potrafię uderzyć samą siebie, tak, dobrze przeczytałeś. Było bardzo mało takich sytuacji, nie pochwalam takiego zachowania i wstydzę się za nie. Jednak zdarzyło się to, i z zażenowaniem stwierdzam, że podziałało kojąco.
Osoby, które się okaleczają potrzebują wiele miłości, przyjaźni i wszystkich tych pozytywnych uczuć, zamiast tego są wyzywane przez swoich rówieśników od kretynów czy idiotów bo robią to ze swoim ciałem.
Nie wiem czy cokolwiek co tutaj napisałam ma w ogóle jakikolwiek sens, może nie, w razie co usunę to.
Wracając do uroków macierzyństwa. Głowa mi pęka. Mikołaj płacze już od ponad godziny a ja z mamą na zmianę go nosimy, przytulamy i uspokajamy. Nie wiem co mu się dzieje, ale sama mam ochotę się rozpłakać i krzyczeć razem z nim. Ta bezradność mnie po prostu dobija.
Boli mnie praktycznie każdy centymetr ciała.
Czy jakaś moja koleżanka ze szkoły przejmuje się tym co ja? Sytuacja na Ukrainie, Rosją, głodem i biedą w odległych krajach, brzuszkiem małego dziecka, tym czy następnego dnia również będzie tak płakał, sytuacją rodziny, tym czy ktośtam przestanie pić? Mam nadzieję, że nie bo szczerze im tego nie życzę.
Jeżeli dobrnąłeś do końca to naprawdę Cie podziwiam, bo nie wiem czy nawet mnie będzie chciało się to ponownie czytać. Nie wiem co o mnie po tym myślisz i nie wiem czy chciałabym wiedzieć. Jeżeli chcesz mnie skrytykować proszę bardzo, uwielbiam uzasadnioną krytykę, jest bardzo cenna.
Nie przeczytałam tego ponownie, więc pewnie jest multum błędów, przepraszam.
Dobranoc.
Doszła do wniosku, że jestem jeszcze zbyt rozchwiana emocjonalnie na pisanie swoich "mądrości", w końcu jestem nastolatką, której hormony wręcz szaleją.
Chociaż po dłuższym namyślę, stwierdzam, że nie jestem taka jak inne dziewczęta w moim wieku, oczywiście nie myślę, że jestem od nich lepsza ani dojrzalsza. Jednak patrząc na nie zboku, na moje rówieśniczki, koleżanki ze szkoły lub zwykłe znajome, wiem, że nie mogę powiedzieć "Jestem jak każda nastolatka", ponieważ to byłoby kłamstwem.
Powodów jest mnóstwo. Zaczynając od samego faktu, że nie potrafię się malować i kończąc na tym, że poznaję uroki macierzyństwa (całe szczęście matką nie jestem, ale widzę jak to wygląda, mając niemowlę przy sobie 24/7) Wiem też jakie problemy mają moje koleżanki, o których ja nawet nie myślę.
Ale łączy mnie z resztą jedno - rozchwianie emocjonalne. Szczerze zazdroszczę chłopcom w moim wieku, ponieważ oni tego jakimś sposobem uniknęli. Skąd to wiem? Z obserwacji.
Bycie nastolatką jest naprawdę ciężkie (ha, no co ty mówisz, Julka, przecież nastolatka nie musi się niczym przejmować oprócz chłopców i nauki, proszę cie) --> Tak pewnie pomyślało wiele osób, w tym również Ty.
Jednak, przynajmniej jeżeli chodzi o mnie, taka nastolatka przeżywa bardzo dużo stresów i załamań. Teraz mam egzaminy (tak, tak znowu o nich). Nauczyciele i rodzice wywołują ogromną presję na mnie i moich rówieśnikach: "To będzie naprawdę trudne, musicie robić próbne" "Jeżeli nie pójdzie ci dobrze to nie pojedziesz gdzieśtam". Może w przyszłości będę się z tego śmiać, może starsze osoby myślą teraz "Co ona w ogóle pisze, przecież to żadna presja..". Niestety dla mnie tak. To będzie mój pierwszy tak ważny test, od niego praktycznie zależy to jak spędzę resztę swojego życia jako młoda, edukująca się osoba. Czy w szkole, którą sama sobie wybrałam i bardzo chcę do niej iść, czy może w jakimś pierwszym lepszym liceum, do którego będę chodzić z niechęcią. To wszystko ma ogromne znaczenie.
Siedzę na lekcjach "Egzamin..", rozmawiam z kimś z rodziną "Egzamin..", wszystkie moje myśli krążą wokół tego cholernego testu. Moja codzienność również się wokół tego obraca.
Do tego wybieranie sobie zawodu w tak młodym wieku. Każą mi wybrać swoją przyszłość. Może to wyolbrzymiam, może przesadzam i tak pewnie jest, jednak teraz tak własnie się czuję.
Niedawno śmiałam się z osób, które się okaleczają. Potem jednak zaczęłam nad tym myśleć głębiej. To jest bardzo poważny problem, ponieważ wiem jakie to uczucie kiedy czuje się bardzo źle w środku i nic nie można na to poradzić. Wiem również jak działa na to ból fizyczny (broń Boże, nie cięłam się). Z nerwów potrafię uderzyć samą siebie, tak, dobrze przeczytałeś. Było bardzo mało takich sytuacji, nie pochwalam takiego zachowania i wstydzę się za nie. Jednak zdarzyło się to, i z zażenowaniem stwierdzam, że podziałało kojąco.
Osoby, które się okaleczają potrzebują wiele miłości, przyjaźni i wszystkich tych pozytywnych uczuć, zamiast tego są wyzywane przez swoich rówieśników od kretynów czy idiotów bo robią to ze swoim ciałem.
Nie wiem czy cokolwiek co tutaj napisałam ma w ogóle jakikolwiek sens, może nie, w razie co usunę to.
Wracając do uroków macierzyństwa. Głowa mi pęka. Mikołaj płacze już od ponad godziny a ja z mamą na zmianę go nosimy, przytulamy i uspokajamy. Nie wiem co mu się dzieje, ale sama mam ochotę się rozpłakać i krzyczeć razem z nim. Ta bezradność mnie po prostu dobija.
Boli mnie praktycznie każdy centymetr ciała.
Czy jakaś moja koleżanka ze szkoły przejmuje się tym co ja? Sytuacja na Ukrainie, Rosją, głodem i biedą w odległych krajach, brzuszkiem małego dziecka, tym czy następnego dnia również będzie tak płakał, sytuacją rodziny, tym czy ktośtam przestanie pić? Mam nadzieję, że nie bo szczerze im tego nie życzę.
Jeżeli dobrnąłeś do końca to naprawdę Cie podziwiam, bo nie wiem czy nawet mnie będzie chciało się to ponownie czytać. Nie wiem co o mnie po tym myślisz i nie wiem czy chciałabym wiedzieć. Jeżeli chcesz mnie skrytykować proszę bardzo, uwielbiam uzasadnioną krytykę, jest bardzo cenna.
Nie przeczytałam tego ponownie, więc pewnie jest multum błędów, przepraszam.
Dobranoc.
środa, 25 lutego 2015
Cosplay, sesja, Mikołaj.
Cicho tutaj ostatnio. Tak, wiem, jestem leniem.
Niedawno w mojej głowie zrodził się pewien plan powiązany z wyjazdem na Pyrkon.
Pomyślałam sobie: "Skoro już jadę na sławny festiwal fantastyki, do tego na trzy dni, wypadałoby się jakoś fajnie przebrać." No i tak się zaczęło. Do Pyrkonu niecałe 2 miesiące, muszę się wziąć ostro do roboty.
A kogo cosplay robię? Tej oto pani:
Nie jestem aż tak w tyle. Mam już wiga, co prawda jeszcze nie wystylizowanego, ale mam. W najbliższą sobotę jadę do fryzjera i zabieram peruczkę ze sobą. Wprost modlę się, żeby pani fryzjerka była kompetentna i nie zniszczyła mi mojego maleństwa.
Od niedawna moja codzienność wręcz kręci się wokół tego wydarzenia. Impreza odbędzie się 24-26 kwietnia. Piękna pora, dni są wtedy ciepłe, więc mam nadzieję, że nie zmarznę w lekkiej sukience, postaci, którą cosplay'uję.
Mam też pomysł na drugi cosplay, chociaż może to bardziej instant. Królewna Balonowa. Co mi do niej potrzebne? Tylko różowy wig, Mam zamiar zrobić niegrzeczną wersję balonowej. Reszta niech pozostanie słodką tajemnicą.
No to teraz z innej beczki.
Jakiś czas temu byliśmy z brzdącem na sesji zdjęciowej. (Tak tak, Julka też pozowała :>)
Niestety na razie mam tylko jedno zdjęcie, to ze mną będzie prawdopodobnie za tydzień. Mam wielką nadzieję, że wyglądam dość znośnie, inaczej sesję uznam za nieudaną.
Proszę takie maleństwo. Aniołek prawda? Nic bardziej mylnego. Dzieciak potrafi dać nieźle w kość.
Chłopak ma swój pierwszy zwyczaj. Około godziny dziewiętnastej zaczyna się drzeć. Zawsze, o tej samej porze. Przyczyna? Nieznana. Uważam, że to dla kaprysu i żeby dać matce i siostrze w kość.
Tak poza tym niedługo koniec moich ukochanych ferii. A niedługo egzamin. Boję się jak cholera, że coś spieprzę i nie dostanę się do szkoły. Księżycu i gwiazdy, miejcie mnie w opiece. Dziękuję.
Niedawno w mojej głowie zrodził się pewien plan powiązany z wyjazdem na Pyrkon.
Pomyślałam sobie: "Skoro już jadę na sławny festiwal fantastyki, do tego na trzy dni, wypadałoby się jakoś fajnie przebrać." No i tak się zaczęło. Do Pyrkonu niecałe 2 miesiące, muszę się wziąć ostro do roboty.
A kogo cosplay robię? Tej oto pani:
![]() |
| Levy |
![]() |
| :3 |
Mam też pomysł na drugi cosplay, chociaż może to bardziej instant. Królewna Balonowa. Co mi do niej potrzebne? Tylko różowy wig, Mam zamiar zrobić niegrzeczną wersję balonowej. Reszta niech pozostanie słodką tajemnicą.
No to teraz z innej beczki.
Jakiś czas temu byliśmy z brzdącem na sesji zdjęciowej. (Tak tak, Julka też pozowała :>)
Niestety na razie mam tylko jedno zdjęcie, to ze mną będzie prawdopodobnie za tydzień. Mam wielką nadzieję, że wyglądam dość znośnie, inaczej sesję uznam za nieudaną.
Proszę takie maleństwo. Aniołek prawda? Nic bardziej mylnego. Dzieciak potrafi dać nieźle w kość.
Chłopak ma swój pierwszy zwyczaj. Około godziny dziewiętnastej zaczyna się drzeć. Zawsze, o tej samej porze. Przyczyna? Nieznana. Uważam, że to dla kaprysu i żeby dać matce i siostrze w kość.
Tak poza tym niedługo koniec moich ukochanych ferii. A niedługo egzamin. Boję się jak cholera, że coś spieprzę i nie dostanę się do szkoły. Księżycu i gwiazdy, miejcie mnie w opiece. Dziękuję.
czwartek, 12 lutego 2015
Powracam.
Po kilku chwilach słabości wróciłam do siebie.
Od soboty mam w domu niemowlaka. Bez bicia przyznam, że na początku, kiedy dowiedziałam się o tym, że urodzi mi się brat, nie byłam zachwycona. Ba! Byłam wręcz zdruzgotana.
Odwołuję wszystkie "nie, ja nie chcę". Takie maleństwo w domu to skarb. Tak dziecko sra, płacze, nie daje spać w nocy, ale to jest błahostka w porównaniu do tego, jak wiele uczucia wnosi do domu.
Samo patrzenie na tą maleńką istotkę sprawia, że czuję się wspaniale. Mogę go bronić. Mogę stać się dla niego przykładem. Mogę sprawić, że jego życie będzie wiele razy lepsze od mojego.
Jest osobą, którą będę chronić z całych sił, ponieważ on jest moim bratem, którego pokochałam bardziej niż siebie.
A teraz trochę na inny temat.
Ferie. Dzięki wam gwiazdy i księżycu, że ten wspaniały długi weekend jest na początku lutego. Ten miesiąc zawsze mnie męczył i okropnie się dłużył.
Sam fakt, że jest zima, koniec zimy, doprowadzał mnie do białej gorączki.
Czekam na marzec, a potem kwiecień. Wraz z wiosną przyjdą pozytywne emocje, na które wyczekuję od końca jesieni. Zima to czas pesymizmu i długich nocy. Kocham noce, ale tylko letnie. Wpatrywanie się w gwiazdy, czując w nozdrzach ciepłe, pachnące powietrze sprawia, że chce mi się żyć.
Pozostaje mi tylko czekać.
Ostatnio dostałam od pewnego miłego pana trzy książki psychologiczne (O księżycu! Jak ja się cieszyłam) W ferie mam zamiar nadgryźć nieco te ogromne tomiszcza. Chociaż troszeczkę. W końcu nie od dzisiaj interesuję się psychologią.
Od soboty mam w domu niemowlaka. Bez bicia przyznam, że na początku, kiedy dowiedziałam się o tym, że urodzi mi się brat, nie byłam zachwycona. Ba! Byłam wręcz zdruzgotana.
Odwołuję wszystkie "nie, ja nie chcę". Takie maleństwo w domu to skarb. Tak dziecko sra, płacze, nie daje spać w nocy, ale to jest błahostka w porównaniu do tego, jak wiele uczucia wnosi do domu.
Samo patrzenie na tą maleńką istotkę sprawia, że czuję się wspaniale. Mogę go bronić. Mogę stać się dla niego przykładem. Mogę sprawić, że jego życie będzie wiele razy lepsze od mojego.
Jest osobą, którą będę chronić z całych sił, ponieważ on jest moim bratem, którego pokochałam bardziej niż siebie.
A teraz trochę na inny temat.
Ferie. Dzięki wam gwiazdy i księżycu, że ten wspaniały długi weekend jest na początku lutego. Ten miesiąc zawsze mnie męczył i okropnie się dłużył.
Sam fakt, że jest zima, koniec zimy, doprowadzał mnie do białej gorączki.
Czekam na marzec, a potem kwiecień. Wraz z wiosną przyjdą pozytywne emocje, na które wyczekuję od końca jesieni. Zima to czas pesymizmu i długich nocy. Kocham noce, ale tylko letnie. Wpatrywanie się w gwiazdy, czując w nozdrzach ciepłe, pachnące powietrze sprawia, że chce mi się żyć.
Pozostaje mi tylko czekać.
Ostatnio dostałam od pewnego miłego pana trzy książki psychologiczne (O księżycu! Jak ja się cieszyłam) W ferie mam zamiar nadgryźć nieco te ogromne tomiszcza. Chociaż troszeczkę. W końcu nie od dzisiaj interesuję się psychologią.
czwartek, 5 lutego 2015
sobota, 31 stycznia 2015
Nie czytaj tego. Zabraniam.
Bezsilność.
Paskudne uczucie.
Każdy kto go doświadczył wie o czym piszę.
Chcesz coś zrobić zadziałać, ale nie możesz.
Bo w końcu co może zrobić dziecko, żeby było lepiej na świecie?
Nic.
Co może zrobić dziecko w świecie dorosłych?
Nic.
Co może zrobić dziecko z daleka?
Nic.
Jestem dzieckiem. Chcę działać, chcę pomagać, chcę móc.
Nie mam samochodu, nie odpowiadam za siebie, nikt mnie nie słucha.
Ktoś mógłby powiedzieć "poddaj się"
Nie o to chodzi.
Nie poddam się.
Nie potrafię patrzeć na cierpienie, smutek, żal.
Chcę pomagać.
Zaczynając od najprostszych rzeczy.
Od pomocy starszej pani z zakupami.
Od podniesienia dziecka, które się przewróciło.
Od podniesienia na duchu przyjaciela.
Z dnia na dzień robić więcej.
Wolontariat w schronisku.
Rozmowy z ludźmi, którzy tego potrzebują.
To daje chwilowy spokój.
Wypełnia ego myślami "jestem dobrym człowiekiem, w końcu pomagam z całych sił"
Chwilowe złudzenie.
Potem okazuje się, że nie potrafię pomóc najbliższym osobom.
Jestem bezsilna. Nie mogę, nie potrafię, nie daję rady.
Chęci nie wystarczają.
Napawa mnie to smutkiem, żalem i przyprawia o depresję.
Gdyby świat był szczęśliwy to i ja bym taka była.
Oddałabym swoje szczęście, tylko sama mam go bardzo mało.
Paskudne uczucie.
Każdy kto go doświadczył wie o czym piszę.
Chcesz coś zrobić zadziałać, ale nie możesz.
Bo w końcu co może zrobić dziecko, żeby było lepiej na świecie?
Nic.
Co może zrobić dziecko w świecie dorosłych?
Nic.
Co może zrobić dziecko z daleka?
Nic.
Jestem dzieckiem. Chcę działać, chcę pomagać, chcę móc.
Nie mam samochodu, nie odpowiadam za siebie, nikt mnie nie słucha.
Ktoś mógłby powiedzieć "poddaj się"
Nie o to chodzi.
Nie poddam się.
Nie potrafię patrzeć na cierpienie, smutek, żal.
Chcę pomagać.
Zaczynając od najprostszych rzeczy.
Od pomocy starszej pani z zakupami.
Od podniesienia dziecka, które się przewróciło.
Od podniesienia na duchu przyjaciela.
Z dnia na dzień robić więcej.
Wolontariat w schronisku.
Rozmowy z ludźmi, którzy tego potrzebują.
To daje chwilowy spokój.
Wypełnia ego myślami "jestem dobrym człowiekiem, w końcu pomagam z całych sił"
Chwilowe złudzenie.
Potem okazuje się, że nie potrafię pomóc najbliższym osobom.
Jestem bezsilna. Nie mogę, nie potrafię, nie daję rady.
Chęci nie wystarczają.
Napawa mnie to smutkiem, żalem i przyprawia o depresję.
Gdyby świat był szczęśliwy to i ja bym taka była.
Oddałabym swoje szczęście, tylko sama mam go bardzo mało.
środa, 28 stycznia 2015
-Plany na przyszłość?
-Tak.
-Nie mam.
-Jak to?
-Po co mam planować, skoro nie wiem czy dożyję?
Cholernie głupie rozumowanie. Ale jest w tym trochę prawdy.
Teraz jest wielka gonitwa i tworzenie wspaniałych planów, marnowanie naszego cennego życia, na ślęczeniu przy książkach albo rozpiskach szkół.
Oczywiście, że wiedza jest ważna, ba! Możliwe, że najważniejsza, ale nie popadajmy w paranoję.
Przecież może się jeszcze wiele wydarzyć, plany, które zrobię teraz mogą legnąć w gruzach za pół roku ponieważ, np. zmieni się gospodarka, albo nagle wybuchnie wojna.
A ja teraz będę się męczyć i płakać nad swoim losem, na przymus szukając jakiegokolwiek zajęcia na resztę życia.
-Tak.
-Nie mam.
-Jak to?
-Po co mam planować, skoro nie wiem czy dożyję?
Cholernie głupie rozumowanie. Ale jest w tym trochę prawdy.
Teraz jest wielka gonitwa i tworzenie wspaniałych planów, marnowanie naszego cennego życia, na ślęczeniu przy książkach albo rozpiskach szkół.
Oczywiście, że wiedza jest ważna, ba! Możliwe, że najważniejsza, ale nie popadajmy w paranoję.
Przecież może się jeszcze wiele wydarzyć, plany, które zrobię teraz mogą legnąć w gruzach za pół roku ponieważ, np. zmieni się gospodarka, albo nagle wybuchnie wojna.
A ja teraz będę się męczyć i płakać nad swoim losem, na przymus szukając jakiegokolwiek zajęcia na resztę życia.
sobota, 24 stycznia 2015
Sala sądowa. Na środku stoi zapłakana kobieta.
-Proszę.. - szlocha - Nie róbcie mi tego. Oni nas zabiją. Moje dzieci zginą.
stop. przejście.
Budynek szkoły, z jego wnętrza wylewają się dzieci. Uśmiechnięte, wesołe, cieszące się na koniec męczarni na lekcjach.
Pośród nich dwoje szarych. Przechodzą przez ciała innych. Trzymają się za ręce i ze smutkiem idą przed siebie.
stop. przejście.
Kobieta z sali sadowej. Trzyma za rękę dziewczynkę. Naprzeciw niej ludzie z kijami, łomami, łopatami i pistoletem.
bum
kobieta leży, dziecko nie ma czasu zapłakać. Zostaje uderzona, raz, drugi, trzeci.
Krzyczy, wyrywa się, płacze. nic.
Potem cisza.
stop.
-Proszę.. - szlocha - Nie róbcie mi tego. Oni nas zabiją. Moje dzieci zginą.
stop. przejście.
Budynek szkoły, z jego wnętrza wylewają się dzieci. Uśmiechnięte, wesołe, cieszące się na koniec męczarni na lekcjach.
Pośród nich dwoje szarych. Przechodzą przez ciała innych. Trzymają się za ręce i ze smutkiem idą przed siebie.
stop. przejście.
Kobieta z sali sadowej. Trzyma za rękę dziewczynkę. Naprzeciw niej ludzie z kijami, łomami, łopatami i pistoletem.
bum
kobieta leży, dziecko nie ma czasu zapłakać. Zostaje uderzona, raz, drugi, trzeci.
Krzyczy, wyrywa się, płacze. nic.
Potem cisza.
stop.
piątek, 23 stycznia 2015
Jak on, oni, one, tamci, nie ty.
A on zrobił to inaczej.
Dlaczego nie jesteś taka jak ona?
Rób tak jak oni.
Staraj się być jak on.
NIE.
Do cholery jasnej.
Jestem sobą i nikim innym.
Zawsze taka będę. Koniec. Kropka.
Nie zmienię się tylko dlatego, że ktoś z moich znajomych jest jakiś, a ja inna.
Nie warto nawet próbować.
Mogę się jedynie rozzłościć.
Co to da?
Ciała do ukrycia i dużo krwi.
Po co to komu?
Właśnie, po nic.
Tak więc proszę nie kazać mi się zmieniać.
Tak samo jak każdemu innemu człowiekowi.
Bo na chuj to nam potrzebne?
Zajmijmy się swoimi czterema literami i nie trujmy ich nikomu innemu.
No, to skoro jest to zrozumiałe, proszę się do tego stosować.
czwartek, 22 stycznia 2015
wtorek, 20 stycznia 2015
niedziela, 18 stycznia 2015
*Dusza artysty*
piątek, 16 stycznia 2015
...!
Czasem mam wrażenie, że coś jest ze mną nie tak, po czym dochodzę do wniosku, że nie ze mną tylko ze światem.
Ludzie są obrzydliwi.
Zwierzęta zresztą też.
I rośliny.
Wszystko co żyje nie jest samowystarczalne.
Bo w końcu żeby przetrwać musi pożywić się czymś innym, wykorzystać coś innego, prawdopodobnie zabić.
Zajebiście, prawda?
Więc teraz, zastanawiając się nad całym światem, dochodzę do wniosku, że wszystko jest zepsute.
"Bo to taki wiek." Nie.
To taki świat.
Obrzydliwy świat.
A my obrzydliwi razem z nim.
Ludzie są obrzydliwi.
Zwierzęta zresztą też.
I rośliny.
Wszystko co żyje nie jest samowystarczalne.
Bo w końcu żeby przetrwać musi pożywić się czymś innym, wykorzystać coś innego, prawdopodobnie zabić.
Zajebiście, prawda?
Więc teraz, zastanawiając się nad całym światem, dochodzę do wniosku, że wszystko jest zepsute.
"Bo to taki wiek." Nie.
To taki świat.
Obrzydliwy świat.
A my obrzydliwi razem z nim.
czwartek, 15 stycznia 2015
Hm. Nie pasowało mi na innym blogu. Daję to tutaj. *Dusza artysty*
-Proszę
uważaj na siebie. - Mówiła mama
zaniepokojona. Nic dziwnego, w końcu jej ukochana córeczka wyruszała sama w
podróż na drugi koniec kraju.
Spojrzałam
jej w oczy i poklepałam po ramieniu w geście uspokojenia. Nie chciałam, żeby
się denerwowała, w końcu wiedziałam co robię i, że nic złego (oprócz rozbicia
się autobusu) nie mogło mi się stać.
- Zawsze na
siebie uważam. - Odpowiedziałam kobiecie w średnim wieku. Pocałowałam ją w
policzek i z szerokim uśmiechem wbiegłam po schodkach wejściowych
autobusu. Po drodze kiwnęłam głową
kierowcy i usadowiłam się na wcześniej zajętym przez moją torbę miejscu.
Wyjrzałam
przez szybę. Na chodniku stała prawie cała moja rodzinka. Mama trzymała w
prawej ręce nosidełko ze śpiącym niemowlakiem a obok niej stał chłopiec w wieku
dwunastu lat. Kiwał mi z lekkim uśmiechem. Wiedziałam, że cieszy sie z mojego
wyjazdu tak samo jak ja. Przynajmniej miał spokój przez cały weekend.
Ostatni raz
im pokiwałam, a autobus ruszył punktualnie o godzinie piątej rano. Z racji
tego, że to był środek zimy na dworze było jeszcze ciemno.
Oparłam się
głową o szybę i wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon. Wystukałam na nim jedno
zdanie i wysłałam.
Uśmiechnęłam
się pod nosem i zamknęłam oczy. Miałam przed sobą pięć godzin jazdy. Pikuś,
pomyślałam, w końcu w wakacje jechałam cztery razy po przynajmniej dwanaście
godzin.
Po kilku
minutach pogrążyłam się w błogim śnie. Musiałam być wypoczęta, czekał mnie
dzień pełen niezapomnianych wrażeń.
Obudziłam
się godzinę przed celem podróży. Mlasnęłam kilka razy, przetarłam oczy i
spróbowałam się w miarę możliwości rozciągnąć. Wyciągnęłam z kieszeni telefon,
żeby sprawdzić czy miałam jakieś wiadomości. Mama dzwoniła trzy razy. Napisałam
szybko sms'a, w którym przeprosiłam, że nie odbierałam i wytłumaczyłam
dlaczego, zapewniłam również, że wszystko w porządku i nie było potrzeby się
martwić. Potem przejrzałam resztę
wiadomości, napisało do mnie kilka osób, które wiedziały, że wyjeżdżam. Pytały
jak się czułam i jak mijała podróż, na co odpowiadałam, że cudownie i większą
jej część przespałam. Ostatnia wiadomość, którą odczytałam była od osoby, którą
jechałam odwiedzić. Odpowiedział na sms'a, którego wysłała zaraz po wejściu do
autobusu. Napisał, że będzie czekał na mnie na przystanku, równo o 9:50, na
wszelki wypadek jakbym dojechała wcześniej.
Spojrzałam
na siedzącą obok mnie dziewczynę, nie zauważyłam jej wcześniej. Spała ze
słuchawkami w uszach i tym samym przypomniała mi, że wzięłam mp4 żeby słuchać
muzyki w trakcie jazdy. Wyciągnęłam z plecaka urządzenie owinięte słuchawkami i
włączyłam je. Puściłam swoją ulubioną play listę, oparłam głowę o szybę i oglądałam
świat migający mi przed oczami.
Błądząc
myślami zaczęłam wyobrażać sobie nasze pierwsze spotkanie. I właśnie wtedy
pojawiły się wątpliwości i pewnego rodzaju strach.
A jak się
zawiedzie?
Jak nie
polubi mnie na żywo?
Jak będzie
miał mnie dość po tych trzech dniach razem?
Podciągnęłam
kolana pod brodę i oparłam na nich głowę, zatracając się w pesymistycznych
myślach.
Wymyślałam
najróżniejsze scenariusze, pogrążając i dołując się jeszcze bardziej.
W pewnym
momencie powiedziałam sobie "STOP", przecież i tak nie mogłam się
wycofać, musiałam zaufać osobie, którą tak bardzo kochałam, to było proste.
Zaczęłam racjonalnie myśleć, przecież on nigdy by mnie tak nie potraktował.
Poznał moje najgorsze myśli, uczucia i
został przy mnie.
Uśmiechnęłam
się pod nosem i rozluźniłam. Spojrzałam na telefon, ponieważ poczułam, że
dostałam wiadomość.
"Czekam
na miejscu. Trochę się boję." Promienny uśmiech ozdobił moją twarz. Czuł
się dokładnie tak jak ja.
"Ja tak
samo." Odpisałam coraz bardziej odprężona, spojrzałam na zegarek i aż
podskoczyłam. Niecałe dziesięć minut pozostało do zatrzymania się autobusu na
planowanym, ostatnim przystanku.
Jeszcze
przez krótka chwilę z nim pisałam i wzajemnie dodawaliśmy sobie otuchy.
Siedziałam
dwa miejsca za kierowcą, który spojrzał na mnie przez lusterko i dał znać, że
za kilka minut się zatrzymamy.
Mama prosiła
go przed wyjazdem, żeby miał na mnie oko i powiedział, kiedy mam wysiąść.
Trzymał się powierzonego mu zadania i dobrze je wykonał.
Ostatnie
trzy minuty ledwo usiedziałam w miejscu, byłam podekscytowana, zniecierpliwiona
i podenerwowana. Zwinęłam słuchawki na mp4 i schowałam do kieszeni plecaka,
który ustawiłam sobie na kolanach.
Kiedy
autobus się zatrzymał, a miły kobiecy głos, dobiegający z głośników oznajmił ,
że to ostatni przystanek prawie wyskoczyłam z pojazdu.
Na zewnątrz
czekał na mnie czarnowłosy, znajomy chłopak. Patrzył na mnie z szerokim
uśmiechem, który od razu rozpoznałam i na nowo pokochałam. Pobiegłam w jego
stronę. Kiedy wpadłam w jego ramiona plecak spadł na chodnik z głuchym hukiem.
-Tak się
cieszę, Dominik. Tak bardzo się cieszę. - Wyszeptałam przez łzy szczęścia i
mocno wtuliłam się w niego. Dłońmi powędrowałam do jego włosów i delikatnie je
zmierzwiłam.
Czarnowłosy zbyt
mocno mnie przytulał, jednak nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się każdym jego
dotykiem.
-Kocham Cie.
- Jęknęłam całkowicie się rozklejając. Schowałam twarz w jego szyi i
zaciągnęłam się jego zapachem. Tak jak myślałam, był cudowny.
Nigdy
wcześniej nie byłam taka szczęśliwa.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Sesja Kota. *Dusza artysty*
Nie ma to jak robić sesję zdjęciową kotu..
Po raz 236542374..
No ale co poradzę na to, że jest piękny i go kocham?
Chyba nic.
Po raz 236542374..
No ale co poradzę na to, że jest piękny i go kocham?
Chyba nic.
Z serii "Porąbane sny"
Ponura jesień. Pochmurne niebo. Paskudna i mroczna
pogoda.
Razem z grupką moich przyjaciół: Piaskiem, Rożkiem,
Kamieniem, szliśmy na cmentarz, znajdujący się niedaleko mojego domu. Dlaczego
tam szliśmy? Nie wiem. Ale czułam, że musimy tam iść.
Jak zwykle było nam wesoło, dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy
się z siebie nawzajem. Zapowiadało się zwyczajnie.
Jednak później sen stał się dziwny.
Doszliśmy do bramy cmentarza I stanęliśmy jak
wmurowani.
Nie była rdzawo-srebrna. Tylko ogromna i czarna.
Zaniepokoiło to nas, ale nie zatrzymaliśmy się. Brnęliśmy
dalej przed siebie, żeby wykonać zadanie, którego nie pamiętaliśmy.
Weszliśmy do środka. Brama mocno zaskrzypiała. Dobry humor
nas nie opuszczał.
Podeszliśmy do pierwszego lepszego grobu.
To co na nim zobaczyliśmy zasiało w nas strach.
Na nagrobku widniało imię i nazwisko naszego przyjaciela.
Ale data urodzenia i śmierci się nie zgadzała. Już nie wspominając o tym, że on
wciąż żyje.
- To nie ten grób. Idziemy dalej. - Powiedziałam to
normalne, bez jakiegokolwiek zająknięcia lub przejęcia.
Posłuchali mnie i poszliśmy dalej.
Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się przy kolejnym nagrobku.
Wyglądał na bardzo stary.
Spojrzeliśmy na napis na nim.
Nikt się nie zdziwił. Napisana była data urodzenia naszego
przyjaciela, oraz jego nazwisko i imię. Jednak kiedy spojrzeliśmy na datę
śmierci głośno wciągnęliśmy powietrze.
-Co jest z tym nie tak?! Dlaczego jest napisana przyszła
data?! - Piasek jako pierwszy zaczął panikować.
Reszta stała w bezruchu myśląc nad tym co to może
znaczyć.
Przyklękłam przy nagrobku i położyłam na nim dłoń.
Zakręciło mi się w głowie.
Rozejrzałam się dookoła. Zostałam sama. Nie było już ze mną
moich przyjaciół.
Nie przeraziło mnie to. Spokojnie wstałam i przyglądałam się
ludziom, którzy wchodzili na cmentarz. Nie widzieli mnie.
Zauważyłam, że niosą trumnę. Podeszłam bliżej.
W tłumie zauważyłam samą siebie. Starszą. Płaczącą.
Wyłapałam też wzrokiem resztę moich przyjaciół,
Trumna była otwarta. Zajrzałam do środka.
To co zobaczyłam nie zaskoczyło mnie. a miękkim białych
poduszkach leżał nasz przyjaciel. Blady.. Martwy.
Dopiero kiedy dotarło do mnie, że to naprawdę on, łzy
zaczęły mnie zalewać a serce ścisnęło się w bólu.
Obudziłam się.
sobota, 10 stycznia 2015
Teoria śmierci.. *Moje filozofie*
Już od dawna chciałam o tym napisać. Śmierć i tak dalej.. Temat dość ciekawy, nie sadzisz? I można tutaj naprawdę się rozpisać. Mam swoją własną teorię, która jest wsparta istniejącymi. Np. Co jest po śmierci? Nicość? Niebo? Piekło? Czyściec? Zaświaty? ...? Reinkarnacja? Tak. To jest możliwe ( w swojej niemożliwości). Jeżeli człowiek ma duszę to przecież nie może ona zniknąć, prawda? A może zasila to nasz świat by dalej działał? Dusza ulatnia się ze zmarłego ciała i leci do jądra ziemi, natury bądź powietrza. Wydaje się to w miarę logiczne (wcale nie).
No to teraz dowiesz się co ja sądzę na ten temat.
Człowiek umiera, koniec jest bliski. Ostatnio przeczytałam, że tuż przed śmiercią mózg sprawia, że człowiek czuje się wspaniale, nie czuje bólu i tak dalej. Może to nie dlatego, że mózg daje jakiś sygnał, tylko dlatego, że dusza w czasie ulatniania się z ciała przypomina sobie swoje wcześniejsze wcielenia? Zastanawiałeś się nad tym kiedyś?
Kiedy człowiek umiera jego dusza odchodzi z ciała i wędruje do innego, jeszcze niezamieszkanego przez żadnego ducha. Ale wraz z wstąpieniem do swojej nowej skorupy traci pamieć i myśli, że to jej pierwsze wcielenie, ale tak nie jest.
Opuszczając ciało przypomina sobie o tym, o każdym poprzednim wcieleniu, na ten jeden moment.
Mówi się też o tym, że to zależy od życia człowieka co się stanie z jego duszą i gdzie się odrodzi.
Według mnie to jest tak:
Człowiek jest zły okrutny i ogólnie nabroił w swoim życiu, a nagrodą jest wieczny spoczynek, prawda? Tak więc, skoro nie zasłużył na nagrodę to co mu pozostaje? Tak, własnie tak. Musi powtórzyć życie i sprawić by było lepsze od poprzedniego. I po to właśnie jest reinkarnacja - by naprawiać błędy poprzednich żyć.
A jak jego życie było dobre i godne? No to ma spokój idzie do zaświatów, wiecznego szczęścia i dostatku dla duszy.
Zaświaty to nagroda a reinkarnacja - szansa na poprawę.
Nie ma piekła. Człowiek tak długo się odradza dopóki jego życie nie będzie wnosiło do świata więcej dobra niż poprzednie wcielenia zła.
Czy to prawidłowa teoria? Tego się chyba nigdy nie dowiem.. A nie może na łożu śmierci, ale na razie nie śpieszy mi się to tego.
No to teraz dowiesz się co ja sądzę na ten temat.
Człowiek umiera, koniec jest bliski. Ostatnio przeczytałam, że tuż przed śmiercią mózg sprawia, że człowiek czuje się wspaniale, nie czuje bólu i tak dalej. Może to nie dlatego, że mózg daje jakiś sygnał, tylko dlatego, że dusza w czasie ulatniania się z ciała przypomina sobie swoje wcześniejsze wcielenia? Zastanawiałeś się nad tym kiedyś?
Kiedy człowiek umiera jego dusza odchodzi z ciała i wędruje do innego, jeszcze niezamieszkanego przez żadnego ducha. Ale wraz z wstąpieniem do swojej nowej skorupy traci pamieć i myśli, że to jej pierwsze wcielenie, ale tak nie jest.
Opuszczając ciało przypomina sobie o tym, o każdym poprzednim wcieleniu, na ten jeden moment.
Mówi się też o tym, że to zależy od życia człowieka co się stanie z jego duszą i gdzie się odrodzi.
Według mnie to jest tak:
Człowiek jest zły okrutny i ogólnie nabroił w swoim życiu, a nagrodą jest wieczny spoczynek, prawda? Tak więc, skoro nie zasłużył na nagrodę to co mu pozostaje? Tak, własnie tak. Musi powtórzyć życie i sprawić by było lepsze od poprzedniego. I po to właśnie jest reinkarnacja - by naprawiać błędy poprzednich żyć.
A jak jego życie było dobre i godne? No to ma spokój idzie do zaświatów, wiecznego szczęścia i dostatku dla duszy.
Zaświaty to nagroda a reinkarnacja - szansa na poprawę.
Nie ma piekła. Człowiek tak długo się odradza dopóki jego życie nie będzie wnosiło do świata więcej dobra niż poprzednie wcielenia zła.
Czy to prawidłowa teoria? Tego się chyba nigdy nie dowiem.. A nie może na łożu śmierci, ale na razie nie śpieszy mi się to tego.
wtorek, 6 stycznia 2015
Przyszłość.
Niestety trzeba wrócić do codzienności. Było miło, ale się skończyło.
Przyznam, że stęskniłam się za moja klasą. Dobrze się dogadujemy i jesteśmy w miarę zgrani.
Ojeja.. Nie wyobrażam sobie zakończenia roku i, że po wakacjach pójdę do szkoły, a tam nie będzie mojej klasy tylko zupełnie obce mi osoby.
Cóż. Takie życie.
A skoro już rozwodzę się nad przyszłością to może napisze o moich planach na 2015? *Tak! Julka napisz! Każdego to pewnie interesuje!* ;_;
No więc już nie dam się dłużej prosić :>
No więc tak.
Po pierwsze, chyba najważniejsze, zdam egzaminy gimnazjalne na porządnie. Tak żebym ez problemu dostała się do wymarzonej szkoły.
Po drugie, jako przykładna starsza siostra i córka, będę bardzo dobrze opiekować się jeszcze nienarodzonym, młodszym braciszkiem :>
Jadę na PYRKON. To obowiązkowo.
Oczywiście na PGA też.
Wakacje w gronie przyjaciół.
Nowa szkoła.. Ech.. Trzeba się zaaklimatyzować, co nie? :D
Osiemnaste urodziny mojego kuzyna.. Będzie się działo :D
Pożegnanie z ukochaną klasą. ;_;
Spotkania ze znajomymi z różnych zakątków Polski
Czy coś więcej? Raczej nie. Plany na razie ubogie, to prawda. Ale w końcu jest dopiero początek roku. Nie robię sobie żadnych postanowień, bo to u mnie nie ma żadnego sensu XD Są plany i to jest najważniejsze. :) Realizacją się oczywiście zajmę, nie ma co myśleć, że nie.
Ai jeszcze jedna ważna rzecz. Biorę się na poważnie za fotografię i pisanie. Mam zamiar poduczyć się z tych dziedzinach i osiągnąć sukces.
No to na tyle.
Bajos. :)
Przyznam, że stęskniłam się za moja klasą. Dobrze się dogadujemy i jesteśmy w miarę zgrani.
Ojeja.. Nie wyobrażam sobie zakończenia roku i, że po wakacjach pójdę do szkoły, a tam nie będzie mojej klasy tylko zupełnie obce mi osoby.
Cóż. Takie życie.
A skoro już rozwodzę się nad przyszłością to może napisze o moich planach na 2015? *Tak! Julka napisz! Każdego to pewnie interesuje!* ;_;
No więc już nie dam się dłużej prosić :>
No więc tak.
Po pierwsze, chyba najważniejsze, zdam egzaminy gimnazjalne na porządnie. Tak żebym ez problemu dostała się do wymarzonej szkoły.
Po drugie, jako przykładna starsza siostra i córka, będę bardzo dobrze opiekować się jeszcze nienarodzonym, młodszym braciszkiem :>
Jadę na PYRKON. To obowiązkowo.
Oczywiście na PGA też.
Wakacje w gronie przyjaciół.
Nowa szkoła.. Ech.. Trzeba się zaaklimatyzować, co nie? :D
Osiemnaste urodziny mojego kuzyna.. Będzie się działo :D
Pożegnanie z ukochaną klasą. ;_;
Spotkania ze znajomymi z różnych zakątków Polski
Czy coś więcej? Raczej nie. Plany na razie ubogie, to prawda. Ale w końcu jest dopiero początek roku. Nie robię sobie żadnych postanowień, bo to u mnie nie ma żadnego sensu XD Są plany i to jest najważniejsze. :) Realizacją się oczywiście zajmę, nie ma co myśleć, że nie.
Ai jeszcze jedna ważna rzecz. Biorę się na poważnie za fotografię i pisanie. Mam zamiar poduczyć się z tych dziedzinach i osiągnąć sukces.
No to na tyle.
Bajos. :)
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Podsumowanie 2014
Poszerzyłam swoją wiedzę, ukształtowałam lepszy charakter oraz twardszą psychikę. Poznałam swoje nowe zainteresowania. Oraz dowiedziałam się wielu szokujących rzeczy.
Ten rok był dobry.
Niedawno świętowałam rozpoczęcie 2014 razem z przyjaciółmi. Coś wspaniałego, oczywiście bez alkoholu, z grami planszowymi i w wesołym klimacie. Jak zwykle coś musiało się stłuc, tym razem była to szklanka. Mam z zeszłorocznym sylwestrem wiele miłych wspomnień!
Czy coś działo się w lutym? Nie, raczej nie. Przejdźmy do marca!
Chyba najlepszy miesiąc w 2014. Wyjazd na pierwszy Festiwal Fantastyki PYRKON! Jechaliśmy małą grupką. W końcu tylko trzy osoby, jednak zabawa była przednia. Ludzie w cosplay'ach, Atrakcje, gadżety! Nie wiedziałam na czym oko zawiesić!
![]() |
Kwiecień. Czy coś się wtedy działo? Nic konkretnego. Chociaż dla mnie był to miesiąc tak samo wspaniały jak styczeń, luty i marzec! Pamiętam wypad na gokarty! Jak ja kocham takie rzeczy. Wyścigi, utrzymywanie najszybszej prędkości, staranie się o najlepszy czas, próby wyrobienia na zakrętach!
Wypady z przyjaciółmi na rowery, tak to jeszcze pamiętam. Ta radość z czasu, który mogliśmy razem spędzić.
![]() |
| Po ciężkich zmaganiach najlepiej jechać coś przekąsić! |
Maj! Weekend majowy spędzony w Warszawie, na meczu naszej ukochanej Bydgoskiej drużyny piłkarskiej Zawisza Bydgoszcz. Walczyli o mistrzostwo Polski, oczywiście wygrali! Zwiedziliśmy przy okazji Łazienki, było przepięknie!
![]() |
Zaczęła się wtedy moja pasja robienia zdjęć zachodom słońca. Uchwycenie tego piękna stało się możliwe dzięki zdjęciom! To było coś magicznego.
Lipiec! Czas na najlepsze wakacje w moim życiu! Początek tego miesiąca spędziłam w towarzystwie najlepszej przyjaciółki i młodszego kuzynostwa, z czego byłam ogromnie szczęśliwa!
![]() |
![]() |
| Oczywiście nocki w lola muszą być! |
Sierpień! Miesiąc ślubów i odpoczynku! Oraz moich urodzin (z których nie mam ani jednego zdjęcia xd)
![]() |
![]() |
Ach! Grudzień! Magiczny miesiąc z magiczną atmosferą! Prawie całonocne rozmowy na skype, przygotowania do świąt, dużo uśmiechu i miłości!
Na początku grudnia odkryłam w sobie pasję do pisania. Teraz piszę opowiadania, chociaż są bardzo, ale to bardzo amatorskie, to z każdym następnym czuję, że wychodzi mi to lepiej, z czego jestem dumna.
| W końcu porządny sprzęt do robienia zdjęć <3 |
Post okazał się strasznie długi >.< Mam nadzieję, że chociaż ktoś doczytał go do końca (w co ja wierzę ;_;)
Żegnam się!
Następne posty niebawem!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)







.jpg)



























.jpg)



