Po kilku chwilach słabości wróciłam do siebie.
Od soboty mam w domu niemowlaka. Bez bicia przyznam, że na początku, kiedy dowiedziałam się o tym, że urodzi mi się brat, nie byłam zachwycona. Ba! Byłam wręcz zdruzgotana.
Odwołuję wszystkie "nie, ja nie chcę". Takie maleństwo w domu to skarb. Tak dziecko sra, płacze, nie daje spać w nocy, ale to jest błahostka w porównaniu do tego, jak wiele uczucia wnosi do domu.
Samo patrzenie na tą maleńką istotkę sprawia, że czuję się wspaniale. Mogę go bronić. Mogę stać się dla niego przykładem. Mogę sprawić, że jego życie będzie wiele razy lepsze od mojego.
Jest osobą, którą będę chronić z całych sił, ponieważ on jest moim bratem, którego pokochałam bardziej niż siebie.
A teraz trochę na inny temat.
Ferie. Dzięki wam gwiazdy i księżycu, że ten wspaniały długi weekend jest na początku lutego. Ten miesiąc zawsze mnie męczył i okropnie się dłużył.
Sam fakt, że jest zima, koniec zimy, doprowadzał mnie do białej gorączki.
Czekam na marzec, a potem kwiecień. Wraz z wiosną przyjdą pozytywne emocje, na które wyczekuję od końca jesieni. Zima to czas pesymizmu i długich nocy. Kocham noce, ale tylko letnie. Wpatrywanie się w gwiazdy, czując w nozdrzach ciepłe, pachnące powietrze sprawia, że chce mi się żyć.
Pozostaje mi tylko czekać.
Ostatnio dostałam od pewnego miłego pana trzy książki psychologiczne (O księżycu! Jak ja się cieszyłam) W ferie mam zamiar nadgryźć nieco te ogromne tomiszcza. Chociaż troszeczkę. W końcu nie od dzisiaj interesuję się psychologią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz