czwartek, 15 stycznia 2015

Hm. Nie pasowało mi na innym blogu. Daję to tutaj. *Dusza artysty*

-Proszę uważaj na siebie.  - Mówiła mama zaniepokojona. Nic dziwnego, w końcu jej ukochana córeczka wyruszała sama w podróż na drugi koniec kraju.
Spojrzałam jej w oczy i poklepałam po ramieniu w geście uspokojenia. Nie chciałam, żeby się denerwowała, w końcu wiedziałam co robię i, że nic złego (oprócz rozbicia się autobusu) nie mogło mi się stać.
- Zawsze na siebie uważam. - Odpowiedziałam kobiecie w średnim wieku. Pocałowałam ją w policzek i z szerokim uśmiechem wbiegłam po schodkach wejściowych autobusu.  Po drodze kiwnęłam głową kierowcy i usadowiłam się na wcześniej zajętym przez moją torbę miejscu.
Wyjrzałam przez szybę. Na chodniku stała prawie cała moja rodzinka. Mama trzymała w prawej ręce nosidełko ze śpiącym niemowlakiem a obok niej stał chłopiec w wieku dwunastu lat. Kiwał mi z lekkim uśmiechem. Wiedziałam, że cieszy sie z mojego wyjazdu tak samo jak ja. Przynajmniej miał spokój przez cały weekend.
Ostatni raz im pokiwałam, a autobus ruszył punktualnie o godzinie piątej rano. Z racji tego, że to był środek zimy na dworze było jeszcze ciemno.
Oparłam się głową o szybę i wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon. Wystukałam na nim jedno zdanie i wysłałam.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zamknęłam oczy. Miałam przed sobą pięć godzin jazdy. Pikuś, pomyślałam, w końcu w wakacje jechałam cztery razy po przynajmniej dwanaście godzin.
Po kilku minutach pogrążyłam się w błogim śnie. Musiałam być wypoczęta, czekał mnie dzień pełen niezapomnianych wrażeń.
Obudziłam się godzinę przed celem podróży. Mlasnęłam kilka razy, przetarłam oczy i spróbowałam się w miarę możliwości rozciągnąć. Wyciągnęłam z kieszeni telefon, żeby sprawdzić czy miałam jakieś wiadomości. Mama dzwoniła trzy razy. Napisałam szybko sms'a, w którym przeprosiłam, że nie odbierałam i wytłumaczyłam dlaczego, zapewniłam również, że wszystko w porządku i nie było potrzeby się martwić.  Potem przejrzałam resztę wiadomości, napisało do mnie kilka osób, które wiedziały, że wyjeżdżam. Pytały jak się czułam i jak mijała podróż, na co odpowiadałam, że cudownie i większą jej część przespałam. Ostatnia wiadomość, którą odczytałam była od osoby, którą jechałam odwiedzić. Odpowiedział na sms'a, którego wysłała zaraz po wejściu do autobusu. Napisał, że będzie czekał na mnie na przystanku, równo o 9:50, na wszelki wypadek jakbym dojechała wcześniej.
Spojrzałam na siedzącą obok mnie dziewczynę, nie zauważyłam jej wcześniej. Spała ze słuchawkami w uszach i tym samym przypomniała mi, że wzięłam mp4 żeby słuchać muzyki w trakcie jazdy. Wyciągnęłam z plecaka urządzenie owinięte słuchawkami i włączyłam je. Puściłam swoją ulubioną play listę, oparłam głowę o szybę i oglądałam świat migający mi przed oczami.
Błądząc myślami zaczęłam wyobrażać sobie nasze pierwsze spotkanie. I właśnie wtedy pojawiły się wątpliwości i pewnego rodzaju strach.
A jak się zawiedzie?
Jak nie polubi mnie na żywo?
Jak będzie miał mnie dość po tych trzech dniach razem?
Podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam na nich głowę, zatracając się w pesymistycznych myślach.
Wymyślałam najróżniejsze scenariusze, pogrążając i dołując się jeszcze bardziej.
W pewnym momencie powiedziałam sobie "STOP", przecież i tak nie mogłam się wycofać, musiałam zaufać osobie, którą tak bardzo kochałam, to było proste. Zaczęłam racjonalnie myśleć, przecież on nigdy by mnie tak nie potraktował. Poznał moje najgorsze myśli,  uczucia i został przy mnie.
Uśmiechnęłam się pod nosem i rozluźniłam. Spojrzałam na telefon, ponieważ poczułam, że dostałam wiadomość.
"Czekam na miejscu. Trochę się boję." Promienny uśmiech ozdobił moją twarz. Czuł się dokładnie tak jak ja.
"Ja tak samo." Odpisałam coraz bardziej odprężona, spojrzałam na zegarek i aż podskoczyłam. Niecałe dziesięć minut pozostało do zatrzymania się autobusu na planowanym, ostatnim przystanku.
Jeszcze przez krótka chwilę z nim pisałam i wzajemnie dodawaliśmy sobie otuchy.
Siedziałam dwa miejsca za kierowcą, który spojrzał na mnie przez lusterko i dał znać, że za kilka minut się zatrzymamy.
Mama prosiła go przed wyjazdem, żeby miał na mnie oko i powiedział, kiedy mam wysiąść. Trzymał się powierzonego mu zadania i dobrze je wykonał.
Ostatnie trzy minuty ledwo usiedziałam w miejscu, byłam podekscytowana, zniecierpliwiona i podenerwowana. Zwinęłam słuchawki na mp4 i schowałam do kieszeni plecaka, który ustawiłam sobie na kolanach.
Kiedy autobus się zatrzymał, a miły kobiecy głos, dobiegający z głośników oznajmił , że to ostatni przystanek prawie wyskoczyłam z pojazdu.
Na zewnątrz czekał na mnie czarnowłosy, znajomy chłopak. Patrzył na mnie z szerokim uśmiechem, który od razu rozpoznałam i na nowo pokochałam. Pobiegłam w jego stronę. Kiedy wpadłam w jego ramiona plecak spadł na chodnik z głuchym hukiem.
-Tak się cieszę, Dominik. Tak bardzo się cieszę. - Wyszeptałam przez łzy szczęścia i mocno wtuliłam się w niego. Dłońmi powędrowałam do jego włosów i delikatnie je zmierzwiłam.
Czarnowłosy zbyt mocno mnie przytulał, jednak nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się każdym jego dotykiem.
-Kocham Cie. - Jęknęłam całkowicie się rozklejając. Schowałam twarz w jego szyi i zaciągnęłam się jego zapachem. Tak jak myślałam, był cudowny.

Nigdy wcześniej nie byłam taka szczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz