Ponura jesień. Pochmurne niebo. Paskudna i mroczna
pogoda.
Razem z grupką moich przyjaciół: Piaskiem, Rożkiem,
Kamieniem, szliśmy na cmentarz, znajdujący się niedaleko mojego domu. Dlaczego
tam szliśmy? Nie wiem. Ale czułam, że musimy tam iść.
Jak zwykle było nam wesoło, dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy
się z siebie nawzajem. Zapowiadało się zwyczajnie.
Jednak później sen stał się dziwny.
Doszliśmy do bramy cmentarza I stanęliśmy jak
wmurowani.
Nie była rdzawo-srebrna. Tylko ogromna i czarna.
Zaniepokoiło to nas, ale nie zatrzymaliśmy się. Brnęliśmy
dalej przed siebie, żeby wykonać zadanie, którego nie pamiętaliśmy.
Weszliśmy do środka. Brama mocno zaskrzypiała. Dobry humor
nas nie opuszczał.
Podeszliśmy do pierwszego lepszego grobu.
To co na nim zobaczyliśmy zasiało w nas strach.
Na nagrobku widniało imię i nazwisko naszego przyjaciela.
Ale data urodzenia i śmierci się nie zgadzała. Już nie wspominając o tym, że on
wciąż żyje.
- To nie ten grób. Idziemy dalej. - Powiedziałam to
normalne, bez jakiegokolwiek zająknięcia lub przejęcia.
Posłuchali mnie i poszliśmy dalej.
Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się przy kolejnym nagrobku.
Wyglądał na bardzo stary.
Spojrzeliśmy na napis na nim.
Nikt się nie zdziwił. Napisana była data urodzenia naszego
przyjaciela, oraz jego nazwisko i imię. Jednak kiedy spojrzeliśmy na datę
śmierci głośno wciągnęliśmy powietrze.
-Co jest z tym nie tak?! Dlaczego jest napisana przyszła
data?! - Piasek jako pierwszy zaczął panikować.
Reszta stała w bezruchu myśląc nad tym co to może
znaczyć.
Przyklękłam przy nagrobku i położyłam na nim dłoń.
Zakręciło mi się w głowie.
Rozejrzałam się dookoła. Zostałam sama. Nie było już ze mną
moich przyjaciół.
Nie przeraziło mnie to. Spokojnie wstałam i przyglądałam się
ludziom, którzy wchodzili na cmentarz. Nie widzieli mnie.
Zauważyłam, że niosą trumnę. Podeszłam bliżej.
W tłumie zauważyłam samą siebie. Starszą. Płaczącą.
Wyłapałam też wzrokiem resztę moich przyjaciół,
Trumna była otwarta. Zajrzałam do środka.
To co zobaczyłam nie zaskoczyło mnie. a miękkim białych
poduszkach leżał nasz przyjaciel. Blady.. Martwy.
Dopiero kiedy dotarło do mnie, że to naprawdę on, łzy
zaczęły mnie zalewać a serce ścisnęło się w bólu.
Obudziłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz