Sala sądowa. Na środku stoi zapłakana kobieta.
-Proszę.. - szlocha - Nie róbcie mi tego. Oni nas zabiją. Moje dzieci zginą.
stop. przejście.
Budynek szkoły, z jego wnętrza wylewają się dzieci. Uśmiechnięte, wesołe, cieszące się na koniec męczarni na lekcjach.
Pośród nich dwoje szarych. Przechodzą przez ciała innych. Trzymają się za ręce i ze smutkiem idą przed siebie.
stop. przejście.
Kobieta z sali sadowej. Trzyma za rękę dziewczynkę. Naprzeciw niej ludzie z kijami, łomami, łopatami i pistoletem.
bum
kobieta leży, dziecko nie ma czasu zapłakać. Zostaje uderzona, raz, drugi, trzeci.
Krzyczy, wyrywa się, płacze. nic.
Potem cisza.
stop.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz