sobota, 31 stycznia 2015

Nie czytaj tego. Zabraniam.

Bezsilność.
Paskudne uczucie.
Każdy kto go doświadczył wie o czym piszę.
Chcesz coś zrobić zadziałać, ale nie możesz.
Bo w końcu co może zrobić dziecko, żeby było lepiej na świecie?
Nic.
Co może zrobić dziecko w świecie dorosłych?
Nic.
Co może zrobić dziecko z daleka?
Nic.
Jestem dzieckiem. Chcę działać, chcę pomagać, chcę móc.
Nie mam samochodu, nie odpowiadam za siebie, nikt mnie nie słucha.
Ktoś mógłby powiedzieć "poddaj się"
Nie o to chodzi.
Nie poddam się.
Nie potrafię patrzeć na cierpienie, smutek, żal.
Chcę pomagać.
Zaczynając od najprostszych rzeczy.
Od pomocy starszej pani z zakupami.
Od podniesienia dziecka, które się przewróciło.
Od podniesienia na duchu przyjaciela.
Z dnia na dzień robić więcej.
Wolontariat w schronisku.
Rozmowy z ludźmi, którzy tego potrzebują.
To daje chwilowy spokój.
Wypełnia ego myślami "jestem dobrym człowiekiem, w końcu pomagam z całych sił"
Chwilowe złudzenie.
Potem okazuje się, że nie potrafię pomóc najbliższym osobom.
Jestem bezsilna. Nie mogę, nie potrafię, nie daję rady.
Chęci nie wystarczają.
Napawa mnie to smutkiem, żalem i przyprawia o depresję.
Gdyby świat był szczęśliwy to i ja bym taka była.
Oddałabym swoje szczęście, tylko sama mam go bardzo mało.

środa, 28 stycznia 2015

-Plany na przyszłość?
-Tak.
-Nie mam.
-Jak to?
-Po co mam planować, skoro nie wiem czy dożyję?
Cholernie głupie rozumowanie. Ale jest w tym trochę prawdy.
Teraz jest wielka gonitwa i tworzenie wspaniałych planów, marnowanie naszego cennego życia, na ślęczeniu przy książkach albo rozpiskach szkół.
Oczywiście, że wiedza jest ważna, ba! Możliwe, że najważniejsza, ale nie popadajmy w paranoję.
Przecież może się jeszcze wiele wydarzyć, plany, które zrobię teraz mogą legnąć w gruzach za pół roku ponieważ, np. zmieni się gospodarka, albo nagle wybuchnie wojna.
A ja teraz będę się męczyć i płakać nad swoim losem, na przymus szukając jakiegokolwiek zajęcia na resztę życia.

sobota, 24 stycznia 2015

Sala sądowa. Na środku stoi zapłakana kobieta.
-Proszę.. - szlocha - Nie róbcie mi tego. Oni nas zabiją. Moje dzieci zginą.

stop. przejście.

Budynek szkoły, z jego wnętrza wylewają się dzieci. Uśmiechnięte, wesołe, cieszące się na koniec męczarni na lekcjach.
Pośród nich dwoje szarych. Przechodzą przez ciała innych. Trzymają się za ręce i ze smutkiem idą przed siebie.

stop. przejście.

Kobieta z sali sadowej. Trzyma za rękę dziewczynkę. Naprzeciw niej ludzie z kijami, łomami, łopatami i pistoletem.
bum
kobieta leży, dziecko nie ma czasu zapłakać. Zostaje uderzona, raz, drugi, trzeci.
Krzyczy, wyrywa się, płacze. nic.
Potem cisza.

stop.

piątek, 23 stycznia 2015

Jak on, oni, one, tamci, nie ty.

A on zrobił to inaczej.
Dlaczego nie jesteś taka jak ona?
Rób tak jak oni.
Staraj się być jak on. 
NIE.
Do cholery jasnej.
Jestem sobą i nikim innym.
Zawsze taka będę. Koniec. Kropka. 
Nie zmienię się tylko dlatego, że ktoś z moich znajomych jest jakiś, a ja inna. 
Nie warto nawet próbować.
Mogę się jedynie rozzłościć. 
Co to da?
Ciała do ukrycia i dużo krwi.
Po co to komu?
Właśnie, po nic.
Tak więc proszę nie kazać mi się zmieniać.
Tak samo jak każdemu innemu człowiekowi.
Bo na chuj to nam potrzebne?
Zajmijmy się swoimi czterema literami i nie trujmy ich nikomu innemu.
No, to skoro jest to zrozumiałe, proszę się do tego stosować. 

czwartek, 22 stycznia 2015

-Dlaczego to robisz?
-Bo chcę.
-To się źle skończy.
-Będę się martwić w przyszłości, teraz nie mam czasu na myślenie o tym. Chcę żyć.

wtorek, 20 stycznia 2015

-Agresją niczego nie zdziałasz.
-Jak to nie? Zawsze mogę zastraszyć.
-Co to da?
-Satysfakcję. Lubię jak ktoś się mnie boi.

niedziela, 18 stycznia 2015

*Dusza artysty*

Boże, Boże!
 Co to sie stało, Julka wzięła się za rysowanie! :o
O kurde!
Świat się wali!








No więc tego, musiałam się tu pochwalić (marnymi) pracami. Staram się i coraz lepiej mi to wychodzi.

piątek, 16 stycznia 2015

...!

Czasem mam wrażenie, że coś jest ze mną nie tak, po czym dochodzę do wniosku, że nie ze mną tylko ze światem.
Ludzie są obrzydliwi.
Zwierzęta zresztą też.
I rośliny.
Wszystko co żyje nie jest samowystarczalne.
Bo w końcu żeby przetrwać musi pożywić się czymś innym, wykorzystać coś innego, prawdopodobnie zabić.
Zajebiście, prawda?
Więc teraz, zastanawiając się nad całym światem, dochodzę do wniosku, że wszystko jest zepsute.
"Bo to taki wiek." Nie.
To taki świat.
Obrzydliwy świat.
A my obrzydliwi razem z nim.

czwartek, 15 stycznia 2015

Hm. Nie pasowało mi na innym blogu. Daję to tutaj. *Dusza artysty*

-Proszę uważaj na siebie.  - Mówiła mama zaniepokojona. Nic dziwnego, w końcu jej ukochana córeczka wyruszała sama w podróż na drugi koniec kraju.
Spojrzałam jej w oczy i poklepałam po ramieniu w geście uspokojenia. Nie chciałam, żeby się denerwowała, w końcu wiedziałam co robię i, że nic złego (oprócz rozbicia się autobusu) nie mogło mi się stać.
- Zawsze na siebie uważam. - Odpowiedziałam kobiecie w średnim wieku. Pocałowałam ją w policzek i z szerokim uśmiechem wbiegłam po schodkach wejściowych autobusu.  Po drodze kiwnęłam głową kierowcy i usadowiłam się na wcześniej zajętym przez moją torbę miejscu.
Wyjrzałam przez szybę. Na chodniku stała prawie cała moja rodzinka. Mama trzymała w prawej ręce nosidełko ze śpiącym niemowlakiem a obok niej stał chłopiec w wieku dwunastu lat. Kiwał mi z lekkim uśmiechem. Wiedziałam, że cieszy sie z mojego wyjazdu tak samo jak ja. Przynajmniej miał spokój przez cały weekend.
Ostatni raz im pokiwałam, a autobus ruszył punktualnie o godzinie piątej rano. Z racji tego, że to był środek zimy na dworze było jeszcze ciemno.
Oparłam się głową o szybę i wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon. Wystukałam na nim jedno zdanie i wysłałam.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zamknęłam oczy. Miałam przed sobą pięć godzin jazdy. Pikuś, pomyślałam, w końcu w wakacje jechałam cztery razy po przynajmniej dwanaście godzin.
Po kilku minutach pogrążyłam się w błogim śnie. Musiałam być wypoczęta, czekał mnie dzień pełen niezapomnianych wrażeń.
Obudziłam się godzinę przed celem podróży. Mlasnęłam kilka razy, przetarłam oczy i spróbowałam się w miarę możliwości rozciągnąć. Wyciągnęłam z kieszeni telefon, żeby sprawdzić czy miałam jakieś wiadomości. Mama dzwoniła trzy razy. Napisałam szybko sms'a, w którym przeprosiłam, że nie odbierałam i wytłumaczyłam dlaczego, zapewniłam również, że wszystko w porządku i nie było potrzeby się martwić.  Potem przejrzałam resztę wiadomości, napisało do mnie kilka osób, które wiedziały, że wyjeżdżam. Pytały jak się czułam i jak mijała podróż, na co odpowiadałam, że cudownie i większą jej część przespałam. Ostatnia wiadomość, którą odczytałam była od osoby, którą jechałam odwiedzić. Odpowiedział na sms'a, którego wysłała zaraz po wejściu do autobusu. Napisał, że będzie czekał na mnie na przystanku, równo o 9:50, na wszelki wypadek jakbym dojechała wcześniej.
Spojrzałam na siedzącą obok mnie dziewczynę, nie zauważyłam jej wcześniej. Spała ze słuchawkami w uszach i tym samym przypomniała mi, że wzięłam mp4 żeby słuchać muzyki w trakcie jazdy. Wyciągnęłam z plecaka urządzenie owinięte słuchawkami i włączyłam je. Puściłam swoją ulubioną play listę, oparłam głowę o szybę i oglądałam świat migający mi przed oczami.
Błądząc myślami zaczęłam wyobrażać sobie nasze pierwsze spotkanie. I właśnie wtedy pojawiły się wątpliwości i pewnego rodzaju strach.
A jak się zawiedzie?
Jak nie polubi mnie na żywo?
Jak będzie miał mnie dość po tych trzech dniach razem?
Podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam na nich głowę, zatracając się w pesymistycznych myślach.
Wymyślałam najróżniejsze scenariusze, pogrążając i dołując się jeszcze bardziej.
W pewnym momencie powiedziałam sobie "STOP", przecież i tak nie mogłam się wycofać, musiałam zaufać osobie, którą tak bardzo kochałam, to było proste. Zaczęłam racjonalnie myśleć, przecież on nigdy by mnie tak nie potraktował. Poznał moje najgorsze myśli,  uczucia i został przy mnie.
Uśmiechnęłam się pod nosem i rozluźniłam. Spojrzałam na telefon, ponieważ poczułam, że dostałam wiadomość.
"Czekam na miejscu. Trochę się boję." Promienny uśmiech ozdobił moją twarz. Czuł się dokładnie tak jak ja.
"Ja tak samo." Odpisałam coraz bardziej odprężona, spojrzałam na zegarek i aż podskoczyłam. Niecałe dziesięć minut pozostało do zatrzymania się autobusu na planowanym, ostatnim przystanku.
Jeszcze przez krótka chwilę z nim pisałam i wzajemnie dodawaliśmy sobie otuchy.
Siedziałam dwa miejsca za kierowcą, który spojrzał na mnie przez lusterko i dał znać, że za kilka minut się zatrzymamy.
Mama prosiła go przed wyjazdem, żeby miał na mnie oko i powiedział, kiedy mam wysiąść. Trzymał się powierzonego mu zadania i dobrze je wykonał.
Ostatnie trzy minuty ledwo usiedziałam w miejscu, byłam podekscytowana, zniecierpliwiona i podenerwowana. Zwinęłam słuchawki na mp4 i schowałam do kieszeni plecaka, który ustawiłam sobie na kolanach.
Kiedy autobus się zatrzymał, a miły kobiecy głos, dobiegający z głośników oznajmił , że to ostatni przystanek prawie wyskoczyłam z pojazdu.
Na zewnątrz czekał na mnie czarnowłosy, znajomy chłopak. Patrzył na mnie z szerokim uśmiechem, który od razu rozpoznałam i na nowo pokochałam. Pobiegłam w jego stronę. Kiedy wpadłam w jego ramiona plecak spadł na chodnik z głuchym hukiem.
-Tak się cieszę, Dominik. Tak bardzo się cieszę. - Wyszeptałam przez łzy szczęścia i mocno wtuliłam się w niego. Dłońmi powędrowałam do jego włosów i delikatnie je zmierzwiłam.
Czarnowłosy zbyt mocno mnie przytulał, jednak nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się każdym jego dotykiem.
-Kocham Cie. - Jęknęłam całkowicie się rozklejając. Schowałam twarz w jego szyi i zaciągnęłam się jego zapachem. Tak jak myślałam, był cudowny.

Nigdy wcześniej nie byłam taka szczęśliwa.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Sesja Kota. *Dusza artysty*

Nie ma to jak robić sesję zdjęciową kotu..
Po raz 236542374..
No ale co poradzę na to, że jest piękny i go kocham?
Chyba nic.



Z serii "Porąbane sny"

Ponura jesień. Pochmurne niebo. Paskudna i mroczna pogoda. 
Razem z grupką moich przyjaciół: Piaskiem, Rożkiem, Kamieniem, szliśmy na cmentarz, znajdujący się niedaleko mojego domu. Dlaczego tam szliśmy? Nie wiem. Ale czułam, że musimy tam iść. 
Jak zwykle było nam wesoło, dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się z siebie nawzajem. Zapowiadało się zwyczajnie. 
Jednak później sen stał się dziwny. 
Doszliśmy do bramy cmentarza I stanęliśmy jak wmurowani. 
Nie była rdzawo-srebrna. Tylko ogromna i czarna. 
Zaniepokoiło to nas, ale nie zatrzymaliśmy się. Brnęliśmy dalej przed siebie, żeby wykonać zadanie, którego nie pamiętaliśmy. 
Weszliśmy do środka. Brama mocno zaskrzypiała. Dobry humor nas nie opuszczał. 
Podeszliśmy do pierwszego lepszego grobu. 
To co na nim zobaczyliśmy zasiało w nas strach. 
Na nagrobku widniało imię i nazwisko naszego przyjaciela. Ale data urodzenia i śmierci się nie zgadzała. Już nie wspominając o tym, że on wciąż żyje. 
- To nie ten grób. Idziemy dalej. - Powiedziałam to normalne, bez jakiegokolwiek zająknięcia lub przejęcia. 
Posłuchali mnie i poszliśmy dalej. 
Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się przy kolejnym nagrobku. Wyglądał na bardzo stary. 
Spojrzeliśmy na napis na nim. 
Nikt się nie zdziwił. Napisana była data urodzenia naszego przyjaciela, oraz jego nazwisko i imię. Jednak kiedy spojrzeliśmy na datę śmierci głośno wciągnęliśmy powietrze.
-Co jest z tym nie tak?! Dlaczego jest napisana przyszła data?! - Piasek jako pierwszy zaczął panikować. 
Reszta stała w bezruchu myśląc nad tym co to może znaczyć. 
Przyklękłam przy nagrobku i położyłam na nim dłoń.
Zakręciło mi się w głowie. 
Rozejrzałam się dookoła. Zostałam sama. Nie było już ze mną moich przyjaciół. 
Nie przeraziło mnie to. Spokojnie wstałam i przyglądałam się ludziom, którzy wchodzili na cmentarz. Nie widzieli mnie.
Zauważyłam, że niosą trumnę. Podeszłam bliżej. 
W tłumie zauważyłam samą siebie. Starszą. Płaczącą. 
Wyłapałam też wzrokiem resztę moich przyjaciół, 
Trumna była otwarta. Zajrzałam do środka.
To co zobaczyłam nie zaskoczyło mnie. a miękkim białych poduszkach leżał nasz przyjaciel. Blady.. Martwy. 
Dopiero kiedy dotarło do mnie, że to naprawdę on, łzy zaczęły mnie zalewać a serce ścisnęło się w bólu.

Obudziłam się.

sobota, 10 stycznia 2015

Teoria śmierci.. *Moje filozofie*

Już od dawna chciałam o tym napisać. Śmierć i tak dalej.. Temat dość ciekawy, nie sadzisz? I można tutaj naprawdę się rozpisać. Mam swoją własną teorię, która jest wsparta istniejącymi. Np. Co jest po śmierci? Nicość? Niebo? Piekło? Czyściec? Zaświaty? ...? Reinkarnacja? Tak. To jest możliwe ( w swojej niemożliwości). Jeżeli człowiek ma duszę to przecież nie może ona zniknąć, prawda? A może zasila to nasz świat by dalej działał? Dusza ulatnia się ze zmarłego ciała i leci do jądra ziemi, natury bądź powietrza. Wydaje się to w miarę logiczne (wcale nie).
No to teraz dowiesz się co ja sądzę na ten temat.
Człowiek umiera, koniec jest bliski. Ostatnio przeczytałam, że tuż przed śmiercią mózg sprawia, że człowiek czuje się wspaniale, nie czuje bólu i tak dalej. Może to nie dlatego, że mózg daje jakiś sygnał, tylko dlatego, że dusza w czasie ulatniania się z ciała przypomina sobie swoje wcześniejsze wcielenia? Zastanawiałeś się nad tym kiedyś?
Kiedy człowiek umiera jego dusza odchodzi z ciała i wędruje do innego, jeszcze niezamieszkanego przez żadnego ducha. Ale wraz z wstąpieniem do swojej nowej skorupy traci pamieć i myśli, że to jej pierwsze wcielenie, ale tak nie jest.
Opuszczając ciało przypomina sobie o tym, o każdym poprzednim wcieleniu, na ten jeden moment.

Mówi się też o tym, że to zależy od życia człowieka co się stanie z jego duszą i gdzie się odrodzi.
Według mnie to jest tak:
Człowiek jest zły okrutny i ogólnie nabroił w swoim życiu, a nagrodą jest wieczny spoczynek, prawda? Tak więc, skoro nie zasłużył na nagrodę to co mu pozostaje?  Tak, własnie tak. Musi powtórzyć życie i sprawić by było lepsze od poprzedniego. I po to właśnie jest reinkarnacja - by naprawiać błędy poprzednich żyć.
A jak jego życie było dobre i godne? No to ma spokój idzie do zaświatów, wiecznego szczęścia i dostatku dla duszy.
Zaświaty to nagroda a reinkarnacja - szansa na poprawę.
Nie ma piekła. Człowiek tak długo się odradza dopóki jego życie nie będzie wnosiło do świata więcej dobra niż poprzednie wcielenia zła.

Czy to prawidłowa teoria? Tego się chyba nigdy nie dowiem.. A nie może na łożu śmierci, ale na razie nie śpieszy mi się to tego.



wtorek, 6 stycznia 2015

Przyszłość.

Niestety trzeba wrócić do codzienności. Było miło, ale się skończyło.
Przyznam, że stęskniłam się za moja klasą. Dobrze się dogadujemy i jesteśmy w miarę zgrani.
Ojeja.. Nie wyobrażam sobie zakończenia roku i, że po wakacjach pójdę do szkoły, a tam nie będzie mojej klasy tylko zupełnie obce mi osoby.
Cóż. Takie życie.

A skoro już rozwodzę się nad przyszłością to może napisze o moich planach na 2015? *Tak! Julka napisz! Każdego to pewnie interesuje!* ;_;

No więc już nie dam się dłużej prosić :>
No więc tak.

Po pierwsze, chyba najważniejsze, zdam egzaminy gimnazjalne na porządnie. Tak żebym ez problemu dostała się do wymarzonej szkoły.

Po drugie, jako przykładna starsza siostra i córka, będę bardzo dobrze opiekować się jeszcze nienarodzonym, młodszym braciszkiem :>

Jadę na PYRKON. To obowiązkowo.

Oczywiście na PGA też.

Wakacje w gronie przyjaciół.

Nowa szkoła.. Ech.. Trzeba się zaaklimatyzować, co nie? :D

Osiemnaste urodziny mojego kuzyna.. Będzie się działo :D

Pożegnanie z ukochaną klasą. ;_;

Spotkania ze znajomymi z różnych zakątków Polski

Czy coś więcej? Raczej nie. Plany na razie ubogie, to prawda. Ale w końcu jest dopiero początek roku. Nie robię sobie żadnych postanowień, bo to u mnie nie ma żadnego sensu XD  Są plany i to jest najważniejsze. :) Realizacją się oczywiście zajmę, nie ma co myśleć, że nie.
Ai jeszcze jedna ważna rzecz. Biorę się na poważnie za fotografię i pisanie. Mam zamiar poduczyć się z tych dziedzinach i osiągnąć sukces.

No to na tyle.
Bajos. :)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Podsumowanie 2014



Ojeju. Jak ten czas szybko leci. Rok 2014 dobiegł końca. Niósł ze sobą smutek, ale i wiele, wiele szczęścia! Poznałam wiele wspaniałych osób, spędzałam czas z przyjaciółmi i rodziną.
Poszerzyłam swoją wiedzę, ukształtowałam lepszy charakter oraz twardszą psychikę. Poznałam swoje nowe zainteresowania. Oraz dowiedziałam się wielu szokujących rzeczy.
Ten rok był dobry.


Niedawno świętowałam rozpoczęcie 2014 razem z przyjaciółmi. Coś wspaniałego, oczywiście bez alkoholu, z grami planszowymi i w wesołym klimacie. Jak zwykle coś musiało się stłuc, tym razem była to szklanka. Mam z zeszłorocznym sylwestrem wiele miłych wspomnień!








Czy coś działo się w lutym? Nie, raczej nie. Przejdźmy do marca!
Chyba najlepszy miesiąc w 2014. Wyjazd na pierwszy Festiwal Fantastyki PYRKON! Jechaliśmy małą grupką. W końcu tylko trzy osoby, jednak zabawa była przednia. Ludzie w cosplay'ach, Atrakcje, gadżety! Nie wiedziałam na czym oko zawiesić!



Niestety z Pyrkonu mam malutko zdjęć, sama nie wiem czemu. Mam nadzieję, że na innym komputerze jest ich więcej, bo to wspaniała pamiątka!

Kwiecień. Czy coś się wtedy działo? Nic konkretnego. Chociaż dla mnie był to miesiąc tak samo wspaniały jak styczeń, luty i marzec! Pamiętam wypad na gokarty! Jak ja kocham takie rzeczy. Wyścigi, utrzymywanie najszybszej prędkości, staranie się o najlepszy czas, próby wyrobienia na zakrętach!
Wypady z przyjaciółmi na rowery, tak to jeszcze pamiętam. Ta radość z czasu, który mogliśmy razem spędzić.



Po ciężkich zmaganiach najlepiej jechać coś przekąsić!




Maj! Weekend majowy spędzony w Warszawie, na meczu naszej ukochanej Bydgoskiej drużyny piłkarskiej Zawisza Bydgoszcz. Walczyli o mistrzostwo Polski, oczywiście wygrali! Zwiedziliśmy przy okazji Łazienki, było przepięknie! 



Czerwiec. No oczywiście koniec roku szkolnego! Pożegnania, płacz, ale i radość z nadchodzących wakacji! Zakończenie drugiej klasy gimnazjum, coś wspaniałego. Chociaż nie miałam zbyt dobrych ocen na świadectwie, ale byłam z siebie dumna.
Zaczęła się wtedy moja pasja robienia zdjęć zachodom słońca. Uchwycenie tego piękna stało się możliwe dzięki zdjęciom! To było coś magicznego.


Lipiec! Czas na najlepsze wakacje w moim życiu! Początek tego miesiąca spędziłam w towarzystwie najlepszej przyjaciółki i młodszego kuzynostwa, z czego byłam ogromnie szczęśliwa!


Oczywiście nocki w lola muszą być!
20 lipca wyjechałam w podróż autobusem do Chorwacji. Z naprawdę wspaniałym towarzystwem!







Jeju jeju, jesteśmy trochę za połową roku a końca postu nie widać. Ups.

Sierpień! Miesiąc ślubów i odpoczynku! Oraz moich urodzin (z których nie mam ani jednego zdjęcia xd) 





Tak, dobrze myślicie. Wrzesień.. Powrót do szkoły, Trzecia klasa gimnazjum, zaczyna się tyrania.. Masakra jedna wielka. Chociaż w tym miesiącu, 9 września poznałam osobę wspaniałą, która teraz jest moim przyjacielem. Mimo wszystko ten miesiąc również był wspaniały.



Październik.. Halloween, drugi miesiąc szkoły, wtedy kazdy przekonuje się, że trzecia klasa nie jest wcale taka łatwa.. Oraz.. wyjazd na PGA!!! <2 ;_;








Listopad? Nuda totalna. A nie! Była nocka, tak przyszła grupa moich przyjaciół na całonocną grę w lola, coś genialnego. Zdjęć niestety brak. Sześć osób w moim małym pokoiku, cztery komputery, trzy laptopy i jeden stacjonarny. Gorąco! Duszno! Nie ma miejsca.. Ale my jesteśmy weseli! Mimo, że internet kona.. My wciąż gramy w tę naszą ukochaną Ligę Legend!

Ach! Grudzień! Magiczny miesiąc z magiczną atmosferą! Prawie całonocne rozmowy na skype, przygotowania do świąt, dużo uśmiechu i miłości! 
Na początku grudnia odkryłam w sobie pasję do pisania. Teraz piszę opowiadania, chociaż są bardzo, ale to bardzo amatorskie, to z każdym następnym czuję, że wychodzi mi to lepiej, z czego jestem dumna. 





W końcu porządny sprzęt do robienia zdjęć <3
Długa przerwa świąteczna kończy się jutro. W raz z tym zaczynam szkołę już w nowym roku 2015. Czuję, że to będzie dobry rok. Osoby, które mnie otaczają są wspaniałe i jestem im wdzięczna, że trwają przy mnie.

Post okazał się strasznie długi >.< Mam nadzieję, że chociaż ktoś doczytał go do końca (w co ja wierzę ;_;) 

Żegnam się!
Następne posty niebawem!