Zastanawiałam się niedawno o czym by tutaj napisać. Miałam wiele rozmyśleń i tez, które na pierwszy rzut oka wydawały się odpowiednie do opublikowania jak i rozwodzenia się nad nimi. Jednak bo dłuższym zastanowieniu myślałam: "Jeny jakie to jest gimbusiarskie" "Kurde, o czym ja wtedy myślałam?"
Doszła do wniosku, że jestem jeszcze zbyt rozchwiana emocjonalnie na pisanie swoich "mądrości", w końcu jestem nastolatką, której hormony wręcz szaleją.
Chociaż po dłuższym namyślę, stwierdzam, że nie jestem taka jak inne dziewczęta w moim wieku, oczywiście nie myślę, że jestem od nich lepsza ani dojrzalsza. Jednak patrząc na nie zboku, na moje rówieśniczki, koleżanki ze szkoły lub zwykłe znajome, wiem, że nie mogę powiedzieć "Jestem jak każda nastolatka", ponieważ to byłoby kłamstwem.
Powodów jest mnóstwo. Zaczynając od samego faktu, że nie potrafię się malować i kończąc na tym, że poznaję uroki macierzyństwa (całe szczęście matką nie jestem, ale widzę jak to wygląda, mając niemowlę przy sobie 24/7) Wiem też jakie problemy mają moje koleżanki, o których ja nawet nie myślę.
Ale łączy mnie z resztą jedno - rozchwianie emocjonalne. Szczerze zazdroszczę chłopcom w moim wieku, ponieważ oni tego jakimś sposobem uniknęli. Skąd to wiem? Z obserwacji.
Bycie nastolatką jest naprawdę ciężkie (ha, no co ty mówisz, Julka, przecież nastolatka nie musi się niczym przejmować oprócz chłopców i nauki, proszę cie) --> Tak pewnie pomyślało wiele osób, w tym również Ty.
Jednak, przynajmniej jeżeli chodzi o mnie, taka nastolatka przeżywa bardzo dużo stresów i załamań. Teraz mam egzaminy (tak, tak znowu o nich). Nauczyciele i rodzice wywołują ogromną presję na mnie i moich rówieśnikach: "To będzie naprawdę trudne, musicie robić próbne" "Jeżeli nie pójdzie ci dobrze to nie pojedziesz gdzieśtam". Może w przyszłości będę się z tego śmiać, może starsze osoby myślą teraz "Co ona w ogóle pisze, przecież to żadna presja..". Niestety dla mnie tak. To będzie mój pierwszy tak ważny test, od niego praktycznie zależy to jak spędzę resztę swojego życia jako młoda, edukująca się osoba. Czy w szkole, którą sama sobie wybrałam i bardzo chcę do niej iść, czy może w jakimś pierwszym lepszym liceum, do którego będę chodzić z niechęcią. To wszystko ma ogromne znaczenie.
Siedzę na lekcjach "Egzamin..", rozmawiam z kimś z rodziną "Egzamin..", wszystkie moje myśli krążą wokół tego cholernego testu. Moja codzienność również się wokół tego obraca.
Do tego wybieranie sobie zawodu w tak młodym wieku. Każą mi wybrać swoją przyszłość. Może to wyolbrzymiam, może przesadzam i tak pewnie jest, jednak teraz tak własnie się czuję.
Niedawno śmiałam się z osób, które się okaleczają. Potem jednak zaczęłam nad tym myśleć głębiej. To jest bardzo poważny problem, ponieważ wiem jakie to uczucie kiedy czuje się bardzo źle w środku i nic nie można na to poradzić. Wiem również jak działa na to ból fizyczny (broń Boże, nie cięłam się). Z nerwów potrafię uderzyć samą siebie, tak, dobrze przeczytałeś. Było bardzo mało takich sytuacji, nie pochwalam takiego zachowania i wstydzę się za nie. Jednak zdarzyło się to, i z zażenowaniem stwierdzam, że podziałało kojąco.
Osoby, które się okaleczają potrzebują wiele miłości, przyjaźni i wszystkich tych pozytywnych uczuć, zamiast tego są wyzywane przez swoich rówieśników od kretynów czy idiotów bo robią to ze swoim ciałem.
Nie wiem czy cokolwiek co tutaj napisałam ma w ogóle jakikolwiek sens, może nie, w razie co usunę to.
Wracając do uroków macierzyństwa. Głowa mi pęka. Mikołaj płacze już od ponad godziny a ja z mamą na zmianę go nosimy, przytulamy i uspokajamy. Nie wiem co mu się dzieje, ale sama mam ochotę się rozpłakać i krzyczeć razem z nim. Ta bezradność mnie po prostu dobija.
Boli mnie praktycznie każdy centymetr ciała.
Czy jakaś moja koleżanka ze szkoły przejmuje się tym co ja? Sytuacja na Ukrainie, Rosją, głodem i biedą w odległych krajach, brzuszkiem małego dziecka, tym czy następnego dnia również będzie tak płakał, sytuacją rodziny, tym czy ktośtam przestanie pić? Mam nadzieję, że nie bo szczerze im tego nie życzę.
Jeżeli dobrnąłeś do końca to naprawdę Cie podziwiam, bo nie wiem czy nawet mnie będzie chciało się to ponownie czytać. Nie wiem co o mnie po tym myślisz i nie wiem czy chciałabym wiedzieć. Jeżeli chcesz mnie skrytykować proszę bardzo, uwielbiam uzasadnioną krytykę, jest bardzo cenna.
Nie przeczytałam tego ponownie, więc pewnie jest multum błędów, przepraszam.
Dobranoc.
piątek, 27 lutego 2015
środa, 25 lutego 2015
Cosplay, sesja, Mikołaj.
Cicho tutaj ostatnio. Tak, wiem, jestem leniem.
Niedawno w mojej głowie zrodził się pewien plan powiązany z wyjazdem na Pyrkon.
Pomyślałam sobie: "Skoro już jadę na sławny festiwal fantastyki, do tego na trzy dni, wypadałoby się jakoś fajnie przebrać." No i tak się zaczęło. Do Pyrkonu niecałe 2 miesiące, muszę się wziąć ostro do roboty.
A kogo cosplay robię? Tej oto pani:
Nie jestem aż tak w tyle. Mam już wiga, co prawda jeszcze nie wystylizowanego, ale mam. W najbliższą sobotę jadę do fryzjera i zabieram peruczkę ze sobą. Wprost modlę się, żeby pani fryzjerka była kompetentna i nie zniszczyła mi mojego maleństwa.
Od niedawna moja codzienność wręcz kręci się wokół tego wydarzenia. Impreza odbędzie się 24-26 kwietnia. Piękna pora, dni są wtedy ciepłe, więc mam nadzieję, że nie zmarznę w lekkiej sukience, postaci, którą cosplay'uję.
Mam też pomysł na drugi cosplay, chociaż może to bardziej instant. Królewna Balonowa. Co mi do niej potrzebne? Tylko różowy wig, Mam zamiar zrobić niegrzeczną wersję balonowej. Reszta niech pozostanie słodką tajemnicą.
No to teraz z innej beczki.
Jakiś czas temu byliśmy z brzdącem na sesji zdjęciowej. (Tak tak, Julka też pozowała :>)
Niestety na razie mam tylko jedno zdjęcie, to ze mną będzie prawdopodobnie za tydzień. Mam wielką nadzieję, że wyglądam dość znośnie, inaczej sesję uznam za nieudaną.
Proszę takie maleństwo. Aniołek prawda? Nic bardziej mylnego. Dzieciak potrafi dać nieźle w kość.
Chłopak ma swój pierwszy zwyczaj. Około godziny dziewiętnastej zaczyna się drzeć. Zawsze, o tej samej porze. Przyczyna? Nieznana. Uważam, że to dla kaprysu i żeby dać matce i siostrze w kość.
Tak poza tym niedługo koniec moich ukochanych ferii. A niedługo egzamin. Boję się jak cholera, że coś spieprzę i nie dostanę się do szkoły. Księżycu i gwiazdy, miejcie mnie w opiece. Dziękuję.
Niedawno w mojej głowie zrodził się pewien plan powiązany z wyjazdem na Pyrkon.
Pomyślałam sobie: "Skoro już jadę na sławny festiwal fantastyki, do tego na trzy dni, wypadałoby się jakoś fajnie przebrać." No i tak się zaczęło. Do Pyrkonu niecałe 2 miesiące, muszę się wziąć ostro do roboty.
A kogo cosplay robię? Tej oto pani:
![]() |
| Levy |
![]() |
| :3 |
Mam też pomysł na drugi cosplay, chociaż może to bardziej instant. Królewna Balonowa. Co mi do niej potrzebne? Tylko różowy wig, Mam zamiar zrobić niegrzeczną wersję balonowej. Reszta niech pozostanie słodką tajemnicą.
No to teraz z innej beczki.
Jakiś czas temu byliśmy z brzdącem na sesji zdjęciowej. (Tak tak, Julka też pozowała :>)
Niestety na razie mam tylko jedno zdjęcie, to ze mną będzie prawdopodobnie za tydzień. Mam wielką nadzieję, że wyglądam dość znośnie, inaczej sesję uznam za nieudaną.
Proszę takie maleństwo. Aniołek prawda? Nic bardziej mylnego. Dzieciak potrafi dać nieźle w kość.
Chłopak ma swój pierwszy zwyczaj. Około godziny dziewiętnastej zaczyna się drzeć. Zawsze, o tej samej porze. Przyczyna? Nieznana. Uważam, że to dla kaprysu i żeby dać matce i siostrze w kość.
Tak poza tym niedługo koniec moich ukochanych ferii. A niedługo egzamin. Boję się jak cholera, że coś spieprzę i nie dostanę się do szkoły. Księżycu i gwiazdy, miejcie mnie w opiece. Dziękuję.
czwartek, 12 lutego 2015
Powracam.
Po kilku chwilach słabości wróciłam do siebie.
Od soboty mam w domu niemowlaka. Bez bicia przyznam, że na początku, kiedy dowiedziałam się o tym, że urodzi mi się brat, nie byłam zachwycona. Ba! Byłam wręcz zdruzgotana.
Odwołuję wszystkie "nie, ja nie chcę". Takie maleństwo w domu to skarb. Tak dziecko sra, płacze, nie daje spać w nocy, ale to jest błahostka w porównaniu do tego, jak wiele uczucia wnosi do domu.
Samo patrzenie na tą maleńką istotkę sprawia, że czuję się wspaniale. Mogę go bronić. Mogę stać się dla niego przykładem. Mogę sprawić, że jego życie będzie wiele razy lepsze od mojego.
Jest osobą, którą będę chronić z całych sił, ponieważ on jest moim bratem, którego pokochałam bardziej niż siebie.
A teraz trochę na inny temat.
Ferie. Dzięki wam gwiazdy i księżycu, że ten wspaniały długi weekend jest na początku lutego. Ten miesiąc zawsze mnie męczył i okropnie się dłużył.
Sam fakt, że jest zima, koniec zimy, doprowadzał mnie do białej gorączki.
Czekam na marzec, a potem kwiecień. Wraz z wiosną przyjdą pozytywne emocje, na które wyczekuję od końca jesieni. Zima to czas pesymizmu i długich nocy. Kocham noce, ale tylko letnie. Wpatrywanie się w gwiazdy, czując w nozdrzach ciepłe, pachnące powietrze sprawia, że chce mi się żyć.
Pozostaje mi tylko czekać.
Ostatnio dostałam od pewnego miłego pana trzy książki psychologiczne (O księżycu! Jak ja się cieszyłam) W ferie mam zamiar nadgryźć nieco te ogromne tomiszcza. Chociaż troszeczkę. W końcu nie od dzisiaj interesuję się psychologią.
Od soboty mam w domu niemowlaka. Bez bicia przyznam, że na początku, kiedy dowiedziałam się o tym, że urodzi mi się brat, nie byłam zachwycona. Ba! Byłam wręcz zdruzgotana.
Odwołuję wszystkie "nie, ja nie chcę". Takie maleństwo w domu to skarb. Tak dziecko sra, płacze, nie daje spać w nocy, ale to jest błahostka w porównaniu do tego, jak wiele uczucia wnosi do domu.
Samo patrzenie na tą maleńką istotkę sprawia, że czuję się wspaniale. Mogę go bronić. Mogę stać się dla niego przykładem. Mogę sprawić, że jego życie będzie wiele razy lepsze od mojego.
Jest osobą, którą będę chronić z całych sił, ponieważ on jest moim bratem, którego pokochałam bardziej niż siebie.
A teraz trochę na inny temat.
Ferie. Dzięki wam gwiazdy i księżycu, że ten wspaniały długi weekend jest na początku lutego. Ten miesiąc zawsze mnie męczył i okropnie się dłużył.
Sam fakt, że jest zima, koniec zimy, doprowadzał mnie do białej gorączki.
Czekam na marzec, a potem kwiecień. Wraz z wiosną przyjdą pozytywne emocje, na które wyczekuję od końca jesieni. Zima to czas pesymizmu i długich nocy. Kocham noce, ale tylko letnie. Wpatrywanie się w gwiazdy, czując w nozdrzach ciepłe, pachnące powietrze sprawia, że chce mi się żyć.
Pozostaje mi tylko czekać.
Ostatnio dostałam od pewnego miłego pana trzy książki psychologiczne (O księżycu! Jak ja się cieszyłam) W ferie mam zamiar nadgryźć nieco te ogromne tomiszcza. Chociaż troszeczkę. W końcu nie od dzisiaj interesuję się psychologią.
czwartek, 5 lutego 2015
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


